Samotność trwała sto lat
i ani słowa dłużej
- niespiesznym ust dotykiem
ciepłą pieszczotą oczu
lekką mgiełką oddechu
niecierpliwością ramion
kaskadą zrozumienia w wiecznym splątaniu dłoni
Chcieliśmy się gdzieś zaplątać
gdzieś zawieruszyć światu
i zgubić codzienności
Wyszliśmy przez bramę pokusy
a księżyc się nami zawstydził
- nagością współodczuwania
negliżem naszych słów
W ciemnościach poznawania kluczyliśmy niewzroczni
po korytarzach wieczoru
szukając schowka na miłość.
W oknie odbijał się granat,
soczysty jak twoja niepewność
z pestkami mojego zachwytu
Samotność trwała sto lat
i ani szeptu dłużej

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz