Obserwatorzy

środa, 31 grudnia 2025

zmarnowany czas


Czy mógłby mi Pan coś oddać?
Właściwie dać od siebie?
Wiem, brzmi dość kuriozalnie
- ale jestem w potrzebie

Pan mówi, że świat jest bezwzględny
i nic już za darmo nie ma
Altruizm wyszedł z mody
a filantropia to ściema

 A jednak powiem Panu
że świat się nie poddaje
i nawet instynkty w przyrodzie
oddają się sobie wzajem

Ludzie? No z ludźmi to bywa różnie
mają swoje przestrzenie
i nie zawsze potrafią
w gęstwinie wokół siebie
rozwiewać innych cienie

Z moją prośbą przybywam
- wydaje mi się, że jest skromna
choć myślę sobie również
że wobec Pana konfuzji
może też być karkołomna

i muszę się przygotować
do drobnych negocjacji
by mnie Pan nie posądzał
o gwałt na dyplomacji

Ja tylko chciałam zapytać
żywiąc odmowy obawę
czy może by Pan się zgodził
- dopuścił się zmarnować
swojego troszkę czasu
- na ze mną sączoną kawę?



wtorek, 30 grudnia 2025

ostatni dzień roku

 


ja sobie będę dalej
pisać te swoje tekściuszki
te krnąbrne słowostwory
i chude małowiersze
- wystraszone patosem
i nawet nie zauważę
gdy sfrunie ostatni dzień
miękko upadnie do stóp
A tamte? wcześniejsze?
większość runęła z hukiem
porozbijały się wdzięcznie
o kanty oczekiwań
- niektóre mi się niestety
zupełnie zapodziały
jak gdyby ich nie było
Nie trzeba ich teraz szukać
zbierać naprawiać sklejać
mogą się porozwiewać
a jutro
przyślą nam wszystkim nowe
cały stos nowych dni
Niech się zapiszą kolorem
niech wydrukują spokojem
- niech się nie gniotą rozpaczą
niech ktoś przybije pieczątki
akceptowalnych marzeń
niech się nie podrą, nie zmażą
niech się wypełnią szkicami
dobrych
niekrzywych
- znaczeń



poniedziałek, 29 grudnia 2025

patrzę sobie w oczy

 


Patrzę sobie w oczy
gdy kłamię
próbuję siebie złapać
- przyłapać na nieścisłości
Czekam na lekkie drgnienie
powieki
kiedy wypowiem garść słów
wystrojonych odświętnie
w niewygodne pozory
Zamykasz mnie w objęciach
sztywnej imaginacji
- dawno straciła miękkość
czuję szorstkość ułudy
Patrzę w twe oczy
gdy kłamiesz
- jesteśmy tacy podobni
Mościmy się wygodnie
w rozchichotanej iluzji
Może
następnym razem
spotkajmy się w miejscu
w którym jesteśmy
- prawdziwi

 


jeszcze

 

jeszcze tylko
umyć
pomidory
podać tabletkę kotu
rozwiesić pranie
zrobić listę spraw
na wczoraj
załamać się dwa razy
popłakać
zapłacić rachunek
za brak energii
wymieść liście z tarasu
zadzwonić do centrali
życia
poprosić o połączenie
z nadzieją
- jest na szkoleniu?
znów się załamać
nie płakać
- krzyczeć
rozrzucać bezradność po kątach
a potem ją pozbierać
przeklinając bałagan
zetrzeć kurze z komody
zamówić środki czystości
i ulgę
odwrócić lustro do ściany
pokroić ogórki w kostkę
i cebulę na piórka
rozpłakać się, bo cebula
a potem płakać dalej
zmienić poszewki poduszek
bo wypada je ubrać
świątecznie
i schować się pod koc
przemyć oczy łzami
- są zawsze wyciśnięte
gotowe do użycia
nie pytać już o sens
może o to
co jutro na obiad
- i jeszcze
umyć
pomidory



czwartek, 25 grudnia 2025

boże narodzenie



o Tobie
która rano wstała
i zrobiła dzieciom śniadanie
o Tobie
która znów komuś zaufała
i odebrała ból
o Tobie
który jesteś samotny
w szumiącym tłumie ludzi
o Tobie
który patrzył bezradnie
na każde bezpowrotne
odejście
choć robił wszystko
by zatrzymywać
o Tobie
która pożegnała na zawsze
ukochanego psa
o Tobie
który upadł
i wstał
ale nie ma już sił by udawać
i kleić do policzków
sztywnych kącików uśmiechu
o Tobie
która jak szal wokół szyi
owijasz ciepłe pozory
bo tak jest łatwiej żyć
- nie trzeba się tłumaczyć
z niezręcznych bezradności
o Tobie
który się teraz uśmiechasz
o Tobie
która dobrze wspominasz
o Tobie
który codziennie piszesz
że dzień dobry i dnia dobrego
o Tobie
która odpowiesz
że może kawa razem
- to o nas wszystkich jest właśnie
Boże Narodzenie
- ten cichy, najcichszy trud
- i zachwyt powszednim cudem
codzienne podążanie
za jasną gwiazdą nadziei  




poniedziałek, 22 grudnia 2025

dzień, który nie pasuje

 

Na mnie ten dzień nie pasuje
przepraszam
uwiera mnie i ciśnie
chciałabym go natychmiast
zwrócić do magazynu
i przymierzyć kolejny
Te lepsze wyprzedane?
No trudno
poczekam na dostawę
Proszę mnie wpisać na listę
W tym czasie będę sobie
chodzić w wygodnej nocy
trochę już rozwleczona
może nawet zniszczona
ale mięciutka i ciepła
Tylko te dni takie sztywne
jakaś wadliwa seria
- konfekcja niekomfortu
do całkowitej przeróbki  



niedziela, 21 grudnia 2025

dojrzałość

 



Dojrzałość to piękna sprawa
- Pan peroruje zasadnie
Kobieta dojrzała jest wiśnią
na torcie męskich pragnień

Pan jednakowoż przesadza
- nie przyznam Panu racji
To wynik moich przekonań
- wnikliwych obserwacji

Świat cały młodością stoi
i kultem jednego szablonu
Kultura ideału
licencji na przekwitanie
i zgody na zwykłe starzenie
już nie wydaje nikomu

Dojrzałość, proszę Pana
proces dramatów zaczyna
bo kurze łapki na skroni
nie są powodem do dumy
- to bardziej zadumy przyczyna

Ale nieważne!
Niech sobie inni będą
gorliwi w młodości łaknieniu
My sobie po cichu będziemy
na wskroś idealni w starzeniu

Życie i tak nas obroni
odsłoni o wiele więcej
niż kiedy młodość szarpała
za niespokojne lejce

W naszej dyskusji konsensus
lepszy od kompromisu
zatem co powie Pan na to?
Nie ma jednego przepisu

na dobre w dojrzałość wchodzenie
na zgodę - dla formalności
Wskazane jest chyba, by żyć
najpiękniej
i coraz dojrzalej
w radosnej serducha młodości



sobota, 20 grudnia 2025

bezNadzieja

 

Minęłam się z nią w drzwiach
zdziwiona podniosła wzrok
chyba leciutko zbladła
do przodu zrobiła krok…

i nagle się odwróciła
mówi: słuchaj, nie chciałam
to wyszło zupełnie niechcący
że tak ci się połamałam

Miałam być blisko ciebie
wiem, klepałyśmy przysięgę
że jak symboliczny tatuaż
w naskórku na zawsze będę

Spojrzałam na nią z rozpaczą
- łza głupia oko szturmuje
Przecież cię miałam przy sobie...
Przecież cię potrzebuję...
Ja chyba bez ciebie nie umiem
ogarnąć tych wszystkich rozstań
i żyć, i kochać, i tęsknić...
Nadziejo...
wróć
pozostań

Nadzieja?
Nie, ja nie jestem Nadzieją
- ja inna znikam ci z oczu
ja, smutku epopeja
ja, brzydka, niechciana druga
spójrz na mnie
- ja
ta twoja
BezNadzieja



środa, 17 grudnia 2025

pamiętam

 


pamiętam rozkład jazdy
autobusu linii 106

i cenę kostki masła
- ze stycznia, z przełomu wieków
i kolor swetra babci
i że się na rękawie popruła jedna nitka
a ja, przytulona, cichutko ją skubałam
gdy mi czytała „Kalinę”
pamiętam stary kran
z którego ciągle kapało
- w dziecięcej wyobraźni
tak brzmiały kroki potwora
pamiętam zapach pościeli
wietrzonej na białym sznurku
i smak babiego chlebka
wyłuskiwanego z liści
rosnących pod starym płotem
pamiętam znaki pamięci
z pasją wyryte cyrklem
na blacie szkolnego stolika
i małe pęknięcie na szybie
w okienku rejestracji
do niemiłego doktora

- dlaczego to wszystko pamiętam?
a nie mogę zatrzymać
Twojego ciepłego spojrzenia
dotyku, gdy mi z czułością
wiązałeś szalik na szyi
- a wiatr nam rozwiewał nadzieje

i Twoich przekornych pretensji
że nie umiem być zołzą
- gdy ja Ci ze śmiechem mówiłam
że się przy Tobie nauczę

Chcę sobie Ciebie przypomnieć

- Ciebie
i miejsce
gdzie odłożyłam klucze


poniedziałek, 15 grudnia 2025

cisza

 


Nad ranem cisza nabrzmiewa
pęcznieje w milczeniu pytań
lekko się tylko różowi
niebem na horyzoncie
w codziennym trudzie wschodu
Bo niebo
jak cisza
nieznośnie jest krępujące
i pełne dylematów
Gdy cisza pęknie porankiem
wysypią się odpowiedzi
- może odnajdę swoją
gdzieś między deszczem łez
a zachodem nadziei



usta

 


Twe usta jak miękki horyzont
otwarta przestrzeń na słowa
Zbieram je wszystkie z nadzieją
że ich nie zdążysz schować

Że nie ukryjesz przede mną
lekkich muśnięć czułością
Że w pocałunku chłodnym
nie dotkniesz obojętnością

Twe usta jak miękki horyzont
rozkoszny łuk rozmarzenia
Nie mogę się w nim zatracić
- nie zmienię przeznaczenia


 

prawdziwi ludzie

 


Nie
chyba się z Panem nie zgodzę
że świat tonie w fałszu banale
że ludzi ładnych już nie ma
a pięknych całością - wcale

I zgoda
trudno znad maski filtrów
botoksu, wygładzeń, upiększeń
udawań i małych kłamstewek
odnaleźć na prawdę przestrzeń

i czasem trzeba samemu
stworzyć szablon zgodności
i filtr przykryć swoim filtrem
- ile w tym sensu? Słuszności?

Pan mówi, że świat tak nam każe
że łatwiej jest naśladować
i fikcję jak czapkę zakładać
a siebie w głąb siebie schować

To chyba jest tak właściwie
że trudno jest być prawdziwym
- łatwiej pod maską ułudy
zaprzeczyć, że jest się wrażliwym

Wrażliwym, a może niepewnym?
Pan widzi, że zła tam też kącik?
- wszystko co jest do ukrycia
najlepiej pod plastik wtrącić

Ludzie na wskroś plastikowi
o własną cenę pytają
na zdjęcia z warstwami filtrów
uśmiechy, jak metki, wpinają

Wszyscy są tacy sami
- dopasowanie nie drażni
Autentycznymi są w życiu
tylko naprawdę odważni

Lecz co z tym pięknem, mój Panie?
Gdzie prawdziwego szukać?
Gdzie radość, ufność, swoboda?
Gdzie mieszka prawda? W ludziach?

W ludziach, czy w przebierańcach?
- wydaje się być całkiem pewne
że gdy się jest pięknym człowiekiem
przebranie nie jest potrzebne

I tu bym się z Panem zgodziła
że pozór się wije w obłudzie
Pan zatem wie, gdzie mieszkają
niezbyt obłudni
prawdziwi
zwyczajnie piękni ludzie?



niedziela, 14 grudnia 2025

niedopasowani

 




Po ulicach
niezbyt skromnie
i bezczelnie między nami
chodzą sobie jak po swoim
wszyscy niedopasowani

Za nic mają konwenanse
za nic normy i zasady
gorszą sobą otoczenie
dziwni, inni - do przesady! 

My rozsądek - oni śmieszki
my szarości – oni bielsze
my dwa buty – oni kapcie
my ustawy – oni wiersze!

W nich muzyka gra od rana
gdy w nas dzwony powinności
i nad ziemią się unoszą…
Mają jakieś lżejsze kości?

Coś z tym trzeba zrobić zaraz
póki są nierozpoznani
irytują swoim szczęściem
Straszni! Niedopasowani!

Cii…
niech dalej gra muzyka
wiersze piszą się bez końca
Wiem, że jesteś z nimi w zmowie
i ja też…
niepasująca



sobota, 13 grudnia 2025

samotność


Samotność trwała sto lat
i ani słowa dłużej
- niespiesznym ust dotykiem
ciepłą pieszczotą oczu
lekką mgiełką oddechu
niecierpliwością ramion
kaskadą zrozumienia w wiecznym splątaniu dłoni
Chcieliśmy się gdzieś zaplątać
gdzieś zawieruszyć światu
i zgubić codzienności
Wyszliśmy przez bramę pokusy
a księżyc się nami zawstydził
- nagością współodczuwania
negliżem naszych słów
W ciemnościach poznawania kluczyliśmy niewzroczni
po korytarzach wieczoru
szukając schowka na miłość. 

W oknie odbijał się granat,
soczysty jak twoja niepewność
z pestkami mojego zachwytu

Samotność trwała sto lat
i ani szeptu dłużej


wtorek, 9 grudnia 2025

tok myślenia

 


Ktoś ukradł mi tok rozważania
- myślałam że tok jest bezpieczny
A on się dał zwinąć jak pomysł
kompletnie niedorzeczny

Pomysł zgubiłam niechcący
gdy się pobiłam z myślami
Wypadł z dziurawej kieszeni
gdy myśli wiązały pętlami

Myśli pobiegły potem
Poszarpać się trochę z rozsądkiem
Czy myśl mogłaby myśleć rozsądnie?
Czy może być wątku początkiem? 

Wątek powiedział że spada
traci się w oka mgnieniu
Rozsupłać chciał pęk wątpliwości
a one schowały się w cieniu

I gdy rozpadła się całkiem
umysłu demokracja
gdy poszła sobie konkluzja
- do jaźni wkroczyła racja

Nie była to racja zwyczajna
w dodatku z sensem w zmowie
Upiorna święta racja! 

- zostałam z pustką w głowie



 

sobota, 6 grudnia 2025

tajemnica

 


Tak, proszę Pana, to prawda
świat bywa zachwycający
świat bywa niezwykle prosty
w prostocie - olśniewający

Światem się można upoić
- niech Pan mnie do tańca poprosi!
Świat będzie z nami wirował
na skrzydłach obietnic nas nosił

Obietnic? Czy może wiary?
że nie stracimy wzroku
że w każdym szaleństwie
jak w tańcu
nie pomylimy kroków

Uderzy do głowy jak wino
- Pan mi w tych pląsach i świat
Może się w nim zakochamy
i w sobie
bez planu na limit zdrad 

Pan mówi, że świat to też ludzie
na innych też warto poczekać
Pan wie, że ludzi wciąż dużo?
A coraz mniej człowieka

Nie szkodzi
Pan się powzrusza ze mną
- jak pięknie przysiadły dziś mgły
i dzień się kończy bez fanfar
i w grację się stroją ćmy

Spadł liść nam prosto pod nogi
drżał wcześniej w chłodzie jesieni
- Pan schowa mą dłoń w ciepłej swojej
i mnie, do swojej kieszeni

To wszystko będzie na nic
i miłość - jak zmarnowana
jeśli się dłonie rozłączą
i już się nie znajdą do rana

Zostańmy w swych zapatrzeniach
niech przyszłość jest tajemnicą
jutro jest zawsze zagadką
i nigdy - obietnicą

 

 

 

czwartek, 4 grudnia 2025

zamknięcie


 

wiesz
to nie całkiem tak
że trzeba wyjaśnić wszystko
można też siebie zabrać
opuścić pobojowisko 

są skrzydła bez mocy latania
są liście wiecznie zielone
mogą być słowa bez racji
i mroki nierozjaśnione 

gdy się potłukły nadzieje
odłamki ranią do krwi
nie trzeba po tym stąpać
- mniej boli
zamknięcie drzwi


środa, 3 grudnia 2025

myśl

 

ta jedna w głowie myśl
natrętna
bolesna
ranna ciągłym szarpaniem
umysłu
ta jedna myśl
która się tłucze po kątach
która nie myśli wyjść
i której nie można wyrzucić
za drzwi
ta jedna myśl
przywiązana do bólu
wątłą tasiemką żalu
Może w końcu zaśnie
nad ranem
przemyję ją resztką łez
opatrzę bezradnością
przykryję
swoją nieporadną
- miłością


wtorek, 2 grudnia 2025

pion

Żeby się nam - jeszcze chciało
tak jak się nam - nie chce już
Żeby nam było za mało
Żeby za wąsko i zbyt wzdłuż

Żeby nam było za biednie
gdy wokół wszędzie bogato
Żeby nam było za zimno
gdy skwarem wdziera się lato 

Żeby nam uszło powietrze
z balonu zawziętych chęci
I żeby nas to wkurzało
że sflaczał stan pamięci 

Żeby nas siła zawiodła
- żebyśmy to chcieli wyjaśnić
Żebyśmy poszli do głowy
ostatnią apatię namaścić 

Żeby nam się konstrukcja
wybitnie rozsypała
Bo kiedy się bycie rozpada
i wszystko daje ciała 

i kiedy się w poziom zjeżdża
do piwnicznego bastionu
to życie kpiąco spogląda
i wielce lekceważąco

- za szmaty stawia do pionu 



poniedziałek, 1 grudnia 2025

poczekaj

 

poczekaj
nie odchodź jeszcze
zostaw na chwilę siebie
w przestrzeni moich
zapatrzeń
Zdążymy się jeszcze poskładać
kawałek po kawałku
oddam Ci swoje zachwyty
a Ty mnie – kubek z kotem
Nie musisz być twardzielem
Nie musisz być nawet silny
Nie musisz udowadniać
że wtedy miałeś rację
nikomu nic nie musisz
nikomu nie jesteś winien
nikomu
- poza sobą
Splecione palce
na chwilę
łączą przerwaną myśl
- jak ciepło mi w Twojej dłoni
Zobaczysz
to będzie proste
gdy postawimy granice
zedrzemy oczekiwania
zburzymy wszystkie iluzje
i zabierzemy siebie
z każdej szkodliwej relacji
a później
będziemy się gapić
- na chmury
dwie naprawione dusze
na wolnej emigracji

 

niedziela, 30 listopada 2025

krzyk


Krzyk to czy uśmiech
wykwitł na ustach
Zamarł i zastygł
- próbuję go zmazać
bo twarz całkiem pusta

lepsza jest ludziom do pokazania
twarz pełna znaczeń
piecze od spojrzeń
i od życzliwych ciężkich
założeń

Mój uśmiech jest grzeczny
cicho go noszę
a gdy na policzkach
zapinam na dłużej
- o tymczasowość skrzywienia ust
proszę

Krzyk
z nim nieco gorzej
chce być sztandarem
banerem istnienia
i w nim się nurzam
i nim w końcu jestem
- krzyk jest zaczątkiem mojego pragnienia

Bardzo bym chciała
- nie pragnąc wiele
schować krzyk w siebie
i milczeć
śmielej



sobota, 29 listopada 2025

miłość

 


Miłość nie mówi
kocham
wielkimi literami
ani zdaniem złożonym
podrzędnie
Zadaje proste pytania
jak ci minął dzień
czy nosisz rękawiczki
i czy ból głowy minął
a czasem
- milczy
bo jej brakuje
słów



piątek, 28 listopada 2025

poemat liryczny EKOnieLOGICZNY

 


Wczoraj chodziły słuchy
- a miały skubane nie chodzić
że będą nam kazali
gorące uczucia chłodzić

że koniec z marnotrawieniem
cennej, serdecznej energii
że teraz tryb oszczędzania
jest elementem strategii 

nie wolno już rozniecać
stęsknionych drewien miłości
nie wolno dotyku iskrami
rozpalać do czerwoności

Od teraz temperatura
uczuć i wszelkich błogości
ma się ekologicznie
trzymać podanych wartości
 
Nie prowokować rozpaleń
Głęboko nie patrzeć w oczy
Nie myśleć o pocałunkach
Daleko od siebie kroczyć

Nie trzymać się za ręce
Nie brać wspólnych kąpieli
No i, co oczywiste
W skłębionej nie szaleć pościeli

Koniec z wszelkimi żądzami
wszyscy na wskroś zakochani
Od teraz w swej wyobraźni
grzać macie się…
wspomnieniami!

Zauroczonym jednakże
tryb oszczędzania nie leży
wolą, obchodząc prawo
rozgrzać się, jak należy

W mig się ekologicznie
do zmian dostosowali
plan wielkich miłosnych rozgrzań
w zmysłowym proteście podali

 Pocałunki od dzisiaj
-  te wyjątkowo fachowe
wspomagać będą rzetelnie
wszystkie fermy wiatrowe

Mechanizm pompy ciepła
ruszy w dotyku obłędzie
zaś fotowoltaika
ze słońcem w spojrzeniach będzie

A jeśli incydent nastąpi
i miłość się zdarzy swobodnie
To w zupełności wystarczą
doraźne zimne ognie

Tak oto żar namiętności
rozpala się imponująco
Zaś żeby nam ciepło było
- kochać się trzeba…
gorąco!

 


czwartek, 27 listopada 2025

przemijalność

 


Sypie się dzień
ziarenkami zdarzeń
toczy się niespiesznie
minutami
sklejając się w kule godzin
które spadną
z urwiska wieczoru
w miękką otchłań nocy
i tylko księżyc
niemy świadek dramatu
tkwił będzie na granacie nieba
- zadekretuje
przemijalność
Rankiem otrzymamy
zupełnie nowy zestaw
ziarenek
- i szans



środa, 26 listopada 2025

oczy

 


Przyglądam Ci się z zachwytem
z bliskiej odległości
oddechu
Poduszki znieruchomiały
W Twych oczach troska
- kochanie?

Szepczę
że chcę się Tobą napatrzeć
Chcę nagromadzić napatrzeń
do syta
i jeszcze na zapas
- na później

 Dotykam sacrum czułości

Mieliśmy potem iść dalej
zapatrzeni
i zaOpatrzeni w siebie
ale zamknąłeś
oczy




wtorek, 25 listopada 2025

dlaczego


 

Co powiedziałeś?
Rozumiem.
Nie jesteś dziś romantyczny
Czasem życie się zatnie
jak zamek błyskawiczny
Mówiłeś wcześniej, że kochasz
że serce komuś oddałeś
Pomyłka?
Szkoda
bo kredyt szalonej ufności
pamiętam, na ślepo, brałeś
Ja też poniosłam stratę
- serca puściłam w świat same
Błąd
bo wróciły
całe poobijane
Dwa dobre serca zniszczyłam
kiedy nadzieję w nich miałam
To z chorowitej duszy
i drugie, od przytuleń
- wydarte z tęsknego ciała
Pomilczmy teraz razem
choć nic nie wyniknie z tego
życie nam nie da rozwiązań
- nie lubi odpowiedzi
tak samo jak pytań
- dlaczego


wiersz o miłości

 


W zasadzie nie jest łatwo
napisać wiersz o miłości
Trzeba się najpierw wstrząsnąć
porządnie, do szpiku kości
Miłość jest tworem okropnym
z człowieka czyni wariata
ślepca, głupca, szaleńca
rozsądku srogiego kata
Wiersz o miłości jest krótki
bo wstrząs bywa chwilowy
nie mija czasem pięć minut
i afekt wychodzi z głowy
Czasami siedzi w niej dłużej
- nieszczęśnik zaczarowany
i plecie dla serca drugiego
czerwone, vipowskie dywany
na których się chwilę potem
przechadzają złudzenia
dumne, że znów się udało
prawdę w iluzję zmieniać
Tak, jest poważną chorobą
ten stan jak sznur poplątany 

- dlaczego więc ciągle piszę
ten wiersz, zdaje się… zakochany?



poniedziałek, 24 listopada 2025

bransoletka

 


Spadła łza, jedna, druga...
- jaka ta przestrzeń dziś pusta...
W ciemności zniknęły gdzieś wiersze
Muzyce knebluje się usta
Zmęczone, szare marzenia
zasnęły na peronie
- nie wsiądą do pociągu
- nikt nie przyjedzie po nie
Rozpadły się złudzenia
Toczyły się żalu ciurkiem
Wyryłam rozczarowanie
- z miłością
na bransoletce z piórkiem



niedziela, 23 listopada 2025

Myszce i innym

 


Jak Ci tam jest, Myszurko?
Od dawna już Cię nie czuję
Czasami guziczki Twych oczu
w nadmorskich bursztynach widuję

Twój kocyk zwiesił ramiona
i zwisł z fotela bezradnie
- mówi, że albo wrócisz
albo on się na nitki rozpadnie

Jadasz tam przyzwoicie?
Co lubisz – w niebo krzyczałam
Wysypiasz się wygodnie?
Fotel, jak w domu, wybrałam

Nie ma Cię już tak długo
choć wcale nie zapominam
Głaszczę Twój łepek codziennie
na łapkach swój dotyk przypinam 

Byś czułość, jak rękawiczki
nosiła przy sobie codziennie
Bo przecież wcześniej tak drżałaś
gdy Cię zabrano ode mnie 

Gdy się zamknęła za Tobą
naszej historii brama
Gdy, choć nie chciałaś - musiałaś
pójść dalej całkiem już sama.


 ***************


Rozlewa się we mnie wszechświatem
bezmiar wilgotnych spojrzeń
Ufność w nich otumania
i rozsypuje gwiazdy
znacząc trakt bezpieczeństwa
Całe fascynujące
konstelacje zawierzeń
A potem czuję na skórze
misterną namacalność
dosłowną miękkość istnienia
nagłe ciepło czułości
niewzruszoność istności
aksamit dogłębnych wrażeń

 absolut zauroczeń

 - dotykam, chłonę i czuję
zaszczyt wielu współistnień
- wspólnych nawzajemności
- przy sobie przytulności

Oszałamia mnie oczywistość  
w doskonałości istnienia
i niepodważalna tkliwość
której nie trzeba wyrażać
 
- tyle zachwytów
a to zaledwie okruszek
jeden kawałek miłości
- maluczkiej, zwierzęcej Osoby



czwartek, 20 listopada 2025

małgorzata to ja

 


Pan znalazł się tutaj przypadkiem
Pan mi się zdarzył niechcący
Pan się zatrzymał w biegu
- choć był w swym życiu mknący

Pan do mnie się teraz przymila
w mych oczach dostrzega świetliki
A ja Panu mówię uczciwie
- bardziej to czorta chochliki

Pan mnie się nie podoba
w swoim grzecznym obłędzie
- zakładam Pana jak sweter
a Pan mnie uwiera wszędzie

I Pan się wielce dziwi
że mając atencji na pęczki
Nie wzbudził mego zachwytu
- nie padam przed Panem na klęczki

Pan dobrze wie, dlaczego
nie będzie nic między nami
- Pan serce ma jak skała
i pustkę pod włosami

W życiu być trzeba rozsądnym
- to są poglądy Pana
a szczęście - to pieniądze
a miłość – transakcja wiązana

Pan mnie próbuje zajadać
i w swoim ego – mną mlaszcze
Pan się mądrością swą szczyci
Pan ją jak kota głaszcze

A ja już Pana odstawiam
na półkę między książkami
Bo choć próbuję kęs ugryźć
- Pan zgrzyta mi między zębami

Ja nie chcę być Pana rozsądkiem
nie musi mnie Pan układać
Ja życiem chcę w końcu się upić
i z życiem w szaleństwo chcę wpadać

Ja z życiem zawieram umowę
Wpisując swój plan w formularze
że do mych testów się zgłoszą
Poeci! Muzycy! Pisarze!

Nie szkodzi, że jest ich mało
że może samotną się stanę
świcie Wolanda przeczytam
- swe wiersze nienapisane.




wtorek, 18 listopada 2025

cisza


Zobacz, cisza składa skrzydła
przycupnęła tuż za nami
Czujesz? Lekki powiew wiatru
jeszcze sączy się pod drzwiami 

Ciszy ptak szybował długo
na samotnym pustym niebie
- ktoś mi wcześniej zamknął oczy
- ktoś mi z objęć zabrał Ciebie

Przez otwarte okno duszy
wpływa strumień wolnych nutek
W tej muzyce, w Twoich oczach
- zabarykaduję smutek



niedziela, 16 listopada 2025

nie dosięgam

 


mówiliśmy zupełnie nic
kiedy sypały się słowa
urywane w pół -
wolno spadały spojrzenia
i rozbijały się o bruk
niedopatrzeń
w Twoich oczach
żar
chciałabym w nim spłonąć
ale mi nie pozwalasz
- nie mogę dotknąć płomienia
układasz dla mnie horyzont
bezpiecznej odległości
tam
zmalałam
nie dosięgam do rozmów
pełnych subtelnych znaczeń
nie staję na wysokości kochania
choć wspinam się na palce
i tak bym przecież chciała


- w kolejce po miłość
jestem ostatnia

 

sobota, 15 listopada 2025

peron

 


peron się kuli
z zimna
wiatr goni liście
tęsknoty
Twoja dłoń
jak wszechświat
obejmuje planetę mojej
schowałam ją w cieple
Twych nieprawdziwych słońc
chłodne pocałunki
spadają na usta
na których zastygły pytania
- zastygły i umarły
Wyryte w metalu serduszko
nie zatrzyma Cię dla mnie
słabiutkie jest i zniknie w tłumie
innych koślawych serc
które chowasz przede mną
pomagasz mi z walizką
nadziei
- zaraz uleci przez okno
niewykorzystanych szans
jeszcze tylko z kieszeni wysypię kilka wspomnień
pan z okruszkami w słuchawkach
i galaretki meduz
i pani Małgorzata
i ciepło Twojego policzka
i życie za życie w oczach romskiej dziewczyny
a potem
zdążymy odjechać
pociągiem wielkiej miłości
- niepożegnani
i niekochani

 

piątek, 14 listopada 2025

zapytaj


Zapytaj mnie o myśli
powiem - nie rozumiem
Zapytaj mnie o miłość
- nie znam i nie umiem
Zapytaj o marzenia
- nie mam odwagi śnić
Zapytaj o miejsce szczęścia
- nie potrafię tam być
Zapytaj mnie o Ciebie
- najtrudniejsze pytanie
Zapiszę je w Twoich oczach
Bez odpowiedzi
- zostanie



ślad

 


W sennym nocnym rozedrganiu
w ciszy niepoukładanych myśli
w cieple oczu rozmarzonych
w tym, co chciałam sobie wyśnić

- odnalazłam ślad

niewielki

taki całkiem niepozorny
taki od zapatrzeń wolny
taki prawie ślad frywolny
do istnienia już niezdolny
Błyszczał w księżycowym blasku
jak zgubiona obietnica
jak rozczarowania kamień
jak zdradzona tajemnica

Chciał już niknąć, chciał być niczym
- czymś, co się nie wydarzyło
Chciał przekonać mnie usilnie
że go wcale tu nie było

Delikatnie go zebrałam
do ostatniej kropli westchnień
opatrzyłam wspomnieniami
rozesłałam miękką przestrzeń

I zamknęłam go nad ranem
pod żaluzją sennych powiek
- ugłaskałam nadziejami
- utuliłam pragnieniami

a on zniknął

ślad to był?

czy śladu
- człowiek?


 

czwartek, 13 listopada 2025

smutek

 


w twym bezsłowiu mnie kochasz
gdy słyszę ciszę od ciebie
zapewniasz i zatrzymujesz
pięknem słów w pół słowa
i pytasz pisząc czy tak
a ja już przecież nie piszę
tylko zupełnie poszłam
gdy wrócę dalej będziemy
roztapiać swoje liczne
świeże dzień dobre i senne dobranoce
pomiędzy którymi rozkosznie
jak kot się będzie przeciągał
czas zmarnowany
na razem sączoną kawę
Pamiętasz?
następną pijemy razem
złapaną w sieć krótką chwilą
której tak szybko nie ma. 

Między nami nie mówiąc


***


Zobacz, cisza składa skrzydła
przycupnęła tuż za nami
Czujesz? Lekki powiew wiatru
jeszcze sączy się pod drzwiami

Ciszy ptak szybował długo
na samotnym, pustym niebie
Ktoś mi wcześniej zamknął oczy
Ktoś mi z objęć zabrał Ciebie 

Przez otwarte okno duszy
wpływa strumień wolnych nutek
W tej muzyce, w Twoich oczach
zabarykaduję smutek


***


Przytul mnie
od podeszwy stóp
aż do koniuszka najdłuższego
włosa na głowie
poprzez wszystkie
pośrednie i poboczne
ścieżki na ciele
nie zapominając o żadnym
najmniejszym nawet
neuronie
receptorze sensorycznym
i metafizycznym
też
o lęku nie zapomnij
i o załomkach
- niekochań