to chyba był przypadek
nie wiedziałam czy chcesz
po prostu wymyślił się rankiem
przy kawie bielonej
zdziwieniem
o tobie niewielki wiersz
widziałam że się zapadłaś
po same koniuszki zmęczenia
w fotel wczorajszych spraw
patrzyłam na ciebie dyskretnie
z drugiego końca dnia
wiesz
życie to tylko chwila
cztery tysiące tygodni
mistrz mówił że szkodzi
zdrowiu
- kto żyje ten umiera
jesteśmy niechcąco
przechodni
rozczula mnie ciebie
szukanie
w wątpliwej śmiałości spojrzenia
nieuporczywość zużywa
maleńkie porcje czasu
- to sens dobrego istnienia
uśmiechasz mnie zrozumieniem
i wiesz już że się miniemy
w ciszą plecionej przestrzeni
- tak samo nienachalne
- tak samo zagubione
ze szczęściem jeszcze w
kieszeni
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz