Lato oddycha spokojem
- na polnej drodze tęsknot
kładzie się długim cieniem
Trawy się skrycie wilgocą
kłosy wiatr czesze
westchnieniem
Zamykam się w myślach o
tobie
gdy w cieple złotego
wieczoru
wiatr pieści moje ramiona
Drżę w niedotyku zachłannym
- ciebie, nie wiatru
spragniona
Za mało w nas było nadziei
i chabrów na próżno by
szukać
wśród rozbujałych zbóż
Myślałam że je utraciłam
- że mnie nie odnajdą już
Słyszę jak zboża falują
ich szepty pozbierać mi
trzeba
Chabry się czulą do dłoni
i rozsiadają w spojrzeniu
- nieśmiałe, rozkoszne
nieba

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz