Obserwatorzy

sobota, 21 lutego 2026

promień

 



Pojawił się nagle, zupełnie niepozorny, przynosząc wyspecjalizowaną nanotechnologię rozświetleń. Rozlał się jasną plamą na fragmencie, jak gdyby nie chciał być nachalny istnieniem, jak gdyby przepraszał, że żyje zbyt jasno. Poprzesuwał cienie, przemieszał kolory, pozaglądał ciekawie w głębie, załomki i wnętrzności, smyknął po gładkościach, podskoczył na nierównościach. A później poturlał się drobinkami po zaskoczonych liściach, na kilka sekund rozłożył się blednącą smugą na stole i zniknął, jak gdyby go nigdy nie było.

Nie to, że się wypalił, nie to, że zbrzydł, że ktoś go rozmącił w istnieniu tak bardzo, że stał się przezroczysty. Nie to, że się obraził na świat. Albo że stracił odwagę jaśnienia. Nie to, że chciał się rozpaść, rozsypać na ziarenka, których się nie da wyzbierać. Nie to, że chciał się okraść z siebie i wtrącić w zapomnienie.

Odszedł na chwilę, na trzy kroki, by wrócić sobą silniejszym.

Światło nie znika, nawet jeśli przygaśnie na moment, nawet jeśli na chwilę - zamiast skupiać się pełnią mocy w soczewce równowagi - rozleje się bladą i nieuporządkowaną plamą na życiu.

Nie znika.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz