Obserwatorzy

sobota, 28 marca 2026

proszę wejdź

 

wejdź
proszę wejdź
zdejmij płaszcz
zrzuć z siebie obojętność
nieśmiałość całą rozepnij
- gładką nieprawdę zmarszcz

rozsiądź się w moim dniu
przetartym już wieczorami
tęskniłam
gdy kładłeś do snu zimne słowa
za zamkniętymi drzwiami

nie budźmy ich
mów szeptem
wygrzeją się wszystkie pod kocem
zaparzę nam herbatę
patrz
księżyc odgarnia chmury
z ciemnego czoła nocy

tak cieszę się
że jesteś
pijemy siebie patrzeniem  
na stole kruszą się dźwięki
muzyka
jak słodki herbatnik
smakuje
- spełnieniem



poniedziałek, 23 marca 2026

jesteś

 jesteś

na jeden niewielki oddech
na wyciągnięcie dłoni
na ciepło bliskiego spojrzenia
- a jednak odległość doznań
mierzę czułością kamienia

na cały tłum zachwytów
na adorację uroku
na pustą dźwięczną obecność
- a jednak w szeleście wyznań
ogrzewam milczącą samotność

na kilka smutnych spełnień
na wychudzone starania
na tlącą się jeszcze pieszczotę
- a jednak w tym co przychodzi
przytulam nową tęsknotę




sobota, 21 marca 2026

pierwszy tom ciszy

 

ciii
posnęły już sny
nierozbudzona nadzieja
też śpi
a nam jest ciągle tak ładnie
w cieniutkiej bezsenności
choć rankiem drży w nas chłód
- to nic

zrzucamy stare słowa
jak buty po ciężkim dniu
stawiam kubek na stole
pamiętasz?
piłeś w nim kawę najchętniej
- gdy pękł
uśmiechał się szczelinami
a teraz tylko cieknie

noc czuli się do księżyca
odgarnia z jasnego czoła
białe kosmyki chmur
i w mroku ukryta milczy
a ja ci zaczynam czytać
wzruszona
pisany pod powiekami
pierwszy tom
naszej
- ciszy



zadzwoń

 

ja to spróbuję opisać
w jakimś zadruku wyrażeń
wtedy się może zrozumiem
wtedy zatrzymam myśli
ranne od ostrych kojarzeń

szpieguję własne słowa
które mi sens ukradły
zapadłam w nieistotność
w niezręczność wyrażania
gdy słowa w milczeniu przepadły

bez słów nie wypełnię zadania
bez myśli i powód milczy
jak mam ci to wysłowić?
może po prostu zadzwoń
do mnie
- we wtorek przyszły



piątek, 20 marca 2026

zostawiasz mi niemą czułość

 

zostawiasz mi niemą czułość
nocy bezsennych
które ciemne jak kawa
okrywały nam
już stęsknionym
najmniejsze skrawki skóry
- gdy słodycz pocałunków
ostatnich
sączyła się bezradnie
do jeszcze ciepłych serc



czwartek, 19 marca 2026

coś jeszcze

 

a gdy nad ranem zniknąłeś
w tłumie słów wystraszonych
rwąc w pół konsensus wspomnień
- nie budząc czułości znużonych -

szukałam cię po omacku

w preludium dotyku wymiarze  
i klucz znalazłam do ciebie
gdy w inne patrzyłeś twarze

schowałam cię przed światem
gdy byłeś senny jeszcze
miałam dla ciebie nuty
miałam dla ciebie wiersze
- i jeszcze… coś jeszcze
coś
jeszcze



środa, 18 marca 2026

cienie



cienie
gdy
cię nie ma
cię nie słyszę
cię nie mogę odnaleźć
cię nie zatrzymałam
zanim słońce zsunęło się niżej
- cienie
w ciepłej ciemności ciszy
w nie-cierpliwości ciebie

***

Na kilka kroków zapatrzeń
na zatęsknienie dłoni
na krągłe planety piersi
- wzięłam w depozyt nadzieję
Szumiały dojrzałe zboża
wiatr je kołysał do snu
W ciemnościach widziałam tylko
twoje smutne zwątpienie
Ramiączko chabrowej koszulki
opadło pytająco
Po skórze sunął dreszcz
Wiedziałam że nie ma już nas
w czułościach tej letniej nocy
więc między sennymi kłosami
szukałam pociechy i chabrów
- w skromnej pieszczocie barw
- w nienachalności piękna
tuliłam koszulkę i kwiaty
- i całkiem bezradną siebie

***

ja już nie potrzebuję
miłości
nie potrzebuję pustych słów
które dźwięczą niewiarą
 w których echo opadło na dno
małych znaczeń
nie umiem napełnić ich znów
nie umiem ułożyć w nich myśli
nie znam systemu pakowania
sensu
w pustkę 

nie jestem dobra w miłość

więc całkiem ciekawą niemiłość
studiuję
rozpaczliwie

***

ale
to przecież nie ma znaczenia
że ciebie
nie ma

zamknęłam na chwilę myśl
ucichła
słyszę jak lekko się tłucze
po pustej klatce zwątpienia
wypuszczę ją
ale
nie może już za mną chodzić
od jednego krańca czasu
do drugiego
bo gdzieś pomiędzy ty
daleko
dalej
o całe wilgotne spojrzenie
ale
bliżej
o jeden wspólny oddech
gdzieś w bezprzestrzeni ust
w nieodległości dotyku
na terytorium drżeń

ale
to przecież nie ma znaczenia
że ciebie nie ma

gdy jesteś

***

smak ciebie błąka się najpierw
w ust rozchylonych kąciku
wilgotni i gładzi naskórek
rozlewa się na języku
otula ciepłem, czułością
małymi skrawkami rozmowy
- a potem jak cierpkie wino
uderza wprost do głowy

***


niedziela, 15 marca 2026

szaleństwo


niebo spadło błękitem
i lazur popękał podniebnie
trzeba upadek wysłowić
przewiązać ładnym znaczeniem
- ty mówisz że wiersz niepotrzebnie

patrz jak się rozbiegły żonkile
jak depczą zieleń bezkarnie
jak złocą się tuż po wschodzie
i bledną z wieczorną szarością 
- ty mówisz że banalnie 

a jeszcze drzewa naguśkie
tańczą swe sny erotyczne
i wiatrom się całe oddają
drżąc w niezieleni zmysłów
- ty mówisz że zbyt patetyczne 

napatrzeń ciągle mi mało
dziś w nocy nie będę spała
z księżycem o wiośnie pogadam
i tulipanom poczytam
- ty mówisz że zwariowałam



wtorek, 10 marca 2026

małe nieba


 

Lato oddycha spokojem
- na polnej drodze tęsknot
kładzie się długim cieniem
Trawy się skrycie wilgocą
kłosy wiatr czesze westchnieniem

Zamykam się w myślach o tobie
gdy w cieple złotego wieczoru
wiatr pieści moje ramiona
Drżę w niedotyku zachłannym
- ciebie, nie wiatru spragniona

Za mało w nas było nadziei
i chabrów na próżno by szukać
wśród rozbujałych zbóż
Myślałam że je utraciłam
- że mnie nie odnajdą już

Słyszę jak zboża falują
ich szepty pozbierać mi trzeba
Chabry się czulą do dłoni
i rozsiadają w spojrzeniu
- nieśmiałe, rozkoszne nieba



czwartek, 5 marca 2026

tkliwienie

 


jak to się ładnie zdarzyło
ta zima kryształem lśniona
skrzące się w słońcu marzenia
puszystość wielu błogości
- wpadanie w ciepłe ramiona

jak to się ładnie wyśniło
w wiosennym międzysłowiu
a gdy się sens rozśpiewał
zielonym staccato początku
- muzyka szumiała w listowiu

jak to się ładnie tkliwiło
w letnich czułościach zapatrzeń
gdy dłoń się z dłonią splatała
w słońcu topiła się czułość
- i nocą mięta pachniała

jak to się ładnie ciepliło  
złociły się jasne nadzieje  
liście spadały z jesieni 
- przez dziurkę od klucza wiary
na próżno szukali cieni

jak to się ładnie rozsiadło
jak chciało być najpiękniejsze
- przez cztery pory roku
- przez czas zamknięty w zachwytach  
- przez to co wciąż
najważniejsze


 

wtorek, 3 marca 2026

pęknięcie

 


gdy świat się powoli rozdzierał
gdy całkiem pękał w znaczeniu
kruszyło się też rozumienie
- sens znaleźć szybko chciałam
ale jedynie makaron
pomieszać zapomniałam 

nie wiem co zrobić ze światem
któremu się sypie meritum
któremu spadają nadzieje
czy mam je próbować wyzbierać?
czy pranie wstawić jednak?
czy oczy zdziwione przecierać?

w swej małej nieistotności
roztrząsam zasadność robienia
i robię w zasadzie nic
- przytulam lęk i człowieka
czuję też nagłość puenty
- ale nie musi jej być



poniedziałek, 2 marca 2026

widziałam że się zapadłaś

 

to chyba był przypadek
nie wiedziałam czy chcesz
po prostu wymyślił się rankiem
przy kawie bielonej zdziwieniem
o tobie niewielki wiersz

widziałam że się zapadłaś
po same koniuszki zmęczenia
w fotel wczorajszych spraw
patrzyłam na ciebie dyskretnie
z drugiego końca dnia

wiesz
życie to tylko chwila
cztery tysiące tygodni
mistrz mówił że szkodzi zdrowiu
- kto żyje ten umiera
jesteśmy niechcąco przechodni

rozczula mnie ciebie szukanie
w wątpliwej śmiałości spojrzenia
nieuporczywość zużywa
maleńkie porcje czasu
- to sens dobrego istnienia

uśmiechasz mnie zrozumieniem
i wiesz już że się miniemy
w ciszą plecionej przestrzeni  
- tak samo nienachalne
- tak samo zagubione
ze szczęściem jeszcze w kieszeni


niedziela, 1 marca 2026

o nim



A kiedy zapadasz się cały
w poduszki dobrego snu
kiedy wirują przez chwilę
drobinki twego oddechu
po czym spadają spokojnie
na wygładzony policzek
kiedy scrolluję rolki twoich zwyczajnych marzeń
i szukam w nich nieustannie
czegoś dla siebie i siebie
kiedy zakładasz za głowę ramię pełne obietnic
i sunę po nim łagodnie
swoim ciepłym zdziwieniem...
kiedy śpisz całym sobą
ja budzę się z rozczarowań
i oczy szeroko zamykam
żeby zatrzymać tę noc
i nie dać jej wyciec z siebie
jedną bezradną łzą

***

rozklejam warstwy świtu
odgarniam sen z twoich powiek
wodzę opuszkiem palca po różowości ust
rysuję linię podbródka
i wracam na miękkości
- policzka, płatka ucha
orbity obojczyka nad horyzontem pragnień
składasz się jeszcze z nocy, ciemnej, surowej, chłodnej
drapiesz szorstkim zarostem spod mrocznej gwiazdy źrenic
ale kiedy całuję twoje rozgrzane ramię
- pachniesz lipcowym porankiem
kojącym sekretem cieni

***

Nie przytulaj mnie więcej
bo kiedy tak mnie, stęsknioną
odsuwasz
- ze sobą odrywasz mi serce

Nie całuj mnie w policzek
tuż pomiędzy tętniącym
tobą pulsującym
odkrytym fragmentem szyi
a zachłannymi ustami
bo kiedy zrywasz to nikłe połączenie
wraz ze sobą zabierasz pragnienie
- zostawiasz czysty głód

Nie mów już do mnie nigdy
bo kiedy ostatnim akordem
wybrzmiewa twój ciepły głos
- ja muszę mierzyć się z ciszą
której nie umiem ochronić
przed wielkim hałasem życia

Nie patrz mi w oczy więcej
bo kiedy zabierasz spojrzenie
- ja z moim zostaję bezludna
jak pusty kieliszek po winie

Tłucze się lekka myśl
pomiędzy ściankami szkła
- zostawiłam ją samą
mnie już tam dawno nie ma
- choć cała zostałam 
przy tobie

***

Dotykasz mnie
najpierw myślą
później małymi robaczkami
liter
z wielokropkami oddechów
coraz krótszych

Dotykasz mnie
w końcu gorącą dłonią
- jeszcze przez chwilę moją
czytasz mnie palcami
gdzie wzbiera miękka wilgoć
i gdzie ciepło przekracza
najwyższe stopnie zmysłów

Dotykasz mnie
spełnieniem
rozkosznym wypełnieniem
- nagle cichym
zmęczonym
wzruszeniem

Dotykasz mnie
tęsknotą
więc szybko zamykam oczy
i z tobą się wreszcie spotykam
i w twoich oczach tonę
- śnię

***

Taki to dobry czas
na nas
Na bliskość czas
Na czułość czas
Na oczu ciepły blask
- też czas
Na łzy tęsknoty
Na zapatrzenia
I kilka trudnych pomilczeń
- też czas
Na koronkowe wiersze
Na tłumne pytania
Na zrozumienie
- też czas
Ale teraz, gdy dzień nas zaskoczył
w naszym intymnym bezczasie 
na kawę
- czas