Obserwatorzy

środa, 25 lutego 2026

przedwiośnie

 



Świeciło blade słońce
wiatr krył się za nagim drzewem
- w ten pierwszy dzień bez czapki
w rozpiętym szarym płaszczyku
- w ten dzień pod świeżym niebem

Ziemia miękła bezgłośnie
strużki wilgoci płynęły
z kącików jej smutnych bruzd
Czy to jest wiosna na pewno?
Czy sprawy się zimie wymknęły?

Zbyt kruche dziecięce nogi
przeprawa trudziła mozołem
buciki rosły w maź błota
a w oczach wędrowała
niepewność szerokim kołem

W dziecięcym sercu radość
i trudnych dorastań treść
buciki od błota zbyt ciężkie
z wagą zlepionych strapień
- nie chciały już dalej nieść 

więc dłoń
ta dłoń kojąco dorosła
i ramion szerokich krąg
bezpieczna przystań objęć
- przenosi początek istnienia
przez trzęsawisko łąk

Kiedy się słońce rozświeci
dłoń ciepłem przeniesie przez chłód
- pustka jest wciąż nazbyt pusta
i chyba nie wiadomo
jak przejść
jak przebrnąć
- przez grząski przedwiośnia trud



sobota, 21 lutego 2026

promień

 



Pojawił się nagle, zupełnie niepozorny, przynosząc wyspecjalizowaną nanotechnologię rozświetleń. Rozlał się jasną plamą na fragmencie, jak gdyby nie chciał być nachalny istnieniem, jak gdyby przepraszał, że żyje zbyt jasno. Poprzesuwał cienie, przemieszał kolory, pozaglądał ciekawie w głębie, załomki i wnętrzności, smyknął po gładkościach, podskoczył na nierównościach. A później poturlał się drobinkami po zaskoczonych liściach, na kilka sekund rozłożył się blednącą smugą na stole i zniknął, jak gdyby go nigdy nie było.

Nie to, że się wypalił, nie to, że zbrzydł, że ktoś go rozmącił w istnieniu tak bardzo, że stał się przezroczysty. Nie to, że się obraził na świat. Albo że stracił odwagę jaśnienia. Nie to, że chciał się rozpaść, rozsypać na ziarenka, których się nie da wyzbierać. Nie to, że chciał się okraść z siebie i wtrącić w zapomnienie.

Odszedł na chwilę, na trzy kroki, by wrócić sobą silniejszym.

Światło nie znika, nawet jeśli przygaśnie na moment, nawet jeśli na chwilę - zamiast skupiać się pełnią mocy w soczewce równowagi - rozleje się bladą i nieuporządkowaną plamą na życiu.

Nie znika.



poniedziałek, 16 lutego 2026

nic nie napiszę do pana

 

nic nie napiszę do pana
nie pomaluję dziś rzęs
gdy jestem nieuśmiechalna
mogę jedynie uczesać 
jeden najmniejszy wiersz

nie
wiersz nie jest dobrym pomysłem
powiedzą że znów depresyjnie
o, jest pan? nareszcie
kupiłam dobrą herbatę
i myśli abstrakcyjne

dobrych pomyśleń nabrałam
pomyśleń na wagę zmyślenia
do tego garść czułych punktów
A, właśnie
miałam zapytać
czy odniósł pan punkt odniesienia?

można go nawet zawrócić
wybaczyć nieomylności
mam wprawę w punktach zwrotnych
a także w mozolnym dźwiganiu
wątłych punktów ciężkości

pan pyta czy ja już odniosłam
czy odłożyłam na półkę
tę pełną zaskoczeń relację
ja po niej stąpałam ostrożnie
ja po niej mam nawet rację

i uśmiech miałam grzeczny
nieśmiało zza ust się wyłaniał
chciałam przymierzyć to życie
więc że jest dla mnie szyte
zza tego uśmiechu kłamałam

ale pan wie że to na nic
że w cząstce i tak jest wszystko
że siła się bierze z bezsiły
że człowiek jest dla człowieka
- czy mógłby pan nie zniknąć?

mgły się unoszą nad ranem
mam z nimi codzienne widzenie
pan wie że czasem się droczą
kradnąc mi w woal nieprawdy
to wielkie nietęsknienie?

w ciepłym zapachu herbaty
chcieliśmy marzenia pić
i rozmawiamy o niczym
- a może jedynie o tym
że w siebie zapatrzeni
że w siebie zaOpatrzeni
- możemy tak sobie żyć




sobota, 14 lutego 2026

kiedy myślę

 

Kiedy myślę o tobie
jest mi tak ciepło
tak sennie
nawet gdy nocą przynosisz
chłodnawą nieobecność
w której mi zimniej i ciemniej

 a rankiem jest już wszystko
i my, niezauważenie
zaOpatrzamy się w siebie
i zapatrzamy się w siebie
przez wielkie nietęsknienie

nie tracąc cię z oczu przechodzę
przez portal namiętności
czy my się sobie śnimy
czy istniejemy naprawdę
w tej hiperboli czułości

zachłanna w cichych pragnieniach
wilgocią nieśmiałą rozlana
szukam fragmentów twej skóry
gdzie miękka powierzchnia dotknięć
- ukryta i niecałowana

zanim mnie pożądanie
rozbierze z każdej nagości
trzeba ci pocałunkami
dokładnie i czule wyzbierać
kropelki wątpliwości

krzyczy we mnie niepokój
bliskości animozja
uciszysz je intymnością 
- a potem nas zniszczy spełnieniem
drżącego naskórka eksplozja

cisza kołysze nas szeptem
milczy też nasza muzyka
może noc znów cię zabierze
może świat powie: dosyć

- wciąż jesteś
i nie znikasz



miłość

 


Miłość? cóż miłość?
szaleństwo jednej chwili
czy turniej to jakiś pokrętny
czy scrabble dziwnego języka
który się nam ciągle myli? 

nie ma miłości przecież
być może jej szukam w tym zdaniu
niech już przestanę
niech zasnę
niech siebie nie widzę w kochaniu

niech się ułożę wygodnie
ty ze mną, jeśli chcesz
w bezpiecznym międzysłowiu
w łagodnych nienazwaniach
i w ciszy 

- ja chyba ciebie też




czwartek, 12 lutego 2026

rozkwitnij

 

Rozkwitnij mojej skóry zamknięte neurony
rozchyl opuszkami płatki oniemiałe
rozwilgotnij dreszczem wstydliwe ramiona
otwórz we mnie wszystko
- co jeszcze nieśmiałe
W ogniu zachłanności nie każ mieć umiaru
rozbierz z przyzwyczajeń każdy chłód niechciany
w cieple swoich dłoni odszukaj pospiesznie
każdy skrawek ciała
- niedocałowany
Rozpal namiętnością w ekstazie pragnienia
ukołysz czułością, w której zmysły mdleją
zakochaj mnie w sobie finezją rozkoszy
i zostań na zawsze
wiosno
- i nadziejo


środa, 11 lutego 2026

troszeczkę


Troszeczkę szczęścia na raz
jeden kęs i nic więcej
żeby się nim nie przejeść
żeby się nie przesycić
żeby je ciągle mieć w ręce 

zapisać szybko w notesie
póki się jeszcze pamięta
że jakaś tam środa i wieczór
a może o siedemnastej
zapachnie nam w sobie mięta 

a rankiem na chwilę przed wschodem
rozczuli się niebo różowe
dzień się zapowie dobry
ze szczęściem wpadnie w pudełku
i szepnie w poduszkę: gotowe 

Troszeczkę szczęścia na raz
radości w oczach dziecięcej
nadziei jak trawy zielonej
- i gdy mnie tak grzejesz słowami
naprawdę nie trzeba nic więcej



 


poniedziałek, 9 lutego 2026

chodzi za mną

chodzi za mną twych ust
miękki smak
czuję go w ciepłym oddechu
w szeptach za uchem wyraźnych
w dotyku
gdy dłoni twych brak 

chodzi za mną mych ust
niecierpliwość
a gdy ją próbuję okiełznać
subtelnie poskromić pośpiech
- zamienia się w łapczywość 

chodzą za mną ust naszych
gwałtowne zachłanności
nieposkromione pasje
dzikie nienasycenia
- do puenty porozbierane
z każdej możliwej nagości 


niedziela, 8 lutego 2026

kot rysowany oburącz

kot rysowany oburącz
na pleców jasnym płótnie
zachowuje się grzecznie
czasem się tylko skaprysi
czasem przymarszczy butnie

czasem łapę wysnuje
pogładzi grań obojczyków
i miękko będzie się łasił
przez karku senny owal
do ramion niemych w dotyku

na łuku kręgosłupa
trochę się poprzeciąga
ciepłem nadczuli intymność
i kocie oko przymruży
by więcej już
- nie podglądać

sobota, 7 lutego 2026

a w naszych oczach symfonie

 

złapałeś mnie za słowo
łopoczące na wietrze
a ja się odwróciłam
zaplątana w niesłowność
i taka umowna jeszcze 

słowo się pruło na wątki
na obietnice bezpieczne
- chciałam je czule pozgarniać
tymczasem się rozsypały
wszystkie słowa podręczne

czy jednak możesz nie zniknąć
w liter pospiesznym blednieniu?
opowiem ci ładne dźwięki
melodią nas opiszę
- dosłowność schowamy w cieniu

znasz mnie przecież tak dobrze
czytałeś małym druczkiem
nie omijałeś nagłówków
i wiedziałeś co myślę 
- zawsze po jednej nutce

słowa przeważnie są ciasne
organizm liter zbyt chudy
- cierpi na niemuzykę
a w naszych oczach symfonie
a w naszych oczach etiudy



czwartek, 5 lutego 2026

sen

 


Zmęczony sen zamknął oczy
otulił się kołdrą ciemności
przytulę go, jak zawsze
w ospałej snu niezwykłości
A jesteś jeszcze ty
w mój sen się wsuwasz i w noc
razem możemy ogrzać
zziębnięty mroczny koc
Mgły się uniosły, kot przemknął
pod nieoczywisty płot
zgubiłam tam plany na jutro
- co w moim śnie robi kot?
Przeciąga się rozkosznie
na mlecznej drodze bezsensu
i łapką powoli wytrąca
małe gwiazdy z kredensu
Wymiata je razem ze strachem
że życie to senny nonsens
że życie nam się śni
- co w moim śnie robi kredens?
Kociak się wreszcie ułożył
w zaległych marzeń kłębuszek
grzeją się wszystkie i mruczą
- niech śpią, snem spełnić się muszą
A rankiem, gdy sen się obudzi
myśli go może czymś zajmą
- kot wtulił się w moje nogi
sen zwinnie wysunął się z ramion



Malina - K

 

I w tym wieczornym milczeniu
w słów naszych rozchłestaniu
maliny tylko i księżyc
- i myśli w łagodnym skradaniu

i kawa sączona po cichu
na dwóch różnych końcach zapatrzeń
gdy w słowach nieważnych ukryta
nieśmiała poezja znaczeń

Nie mam dla Ciebie zbyt wiele
pęk kluczy do powiedzenia
bukiecik oksymoronów
i czułe nienasycenia

a nocą system drżeń
gdy we śnie moim rozrabiasz
- nakrywasz na zachłanności
gdy łowię, jak motyle
radosne dwuznaczności

W szeptach naszych tajemnic
w zapachu niedopowiedzeń
rozpływamy się sobie
na niecierpliwych językach.
Smak koronkami ozdobię

Po-Życzę więc sobie dziś Ciebie
na wiele dobrych dni
na nasze sobą zachwyty
na niepokorne wibracje
na uśmiech, myślałam - ukryty

Gdy jesteś tam, gdzie mnie nie ma
i kiedy spokojnie śpisz
rodzi się magia sekretu
- to jedna z naszych cisz



niedziela, 1 lutego 2026

Czas


A czasem się nawet zdarzy
że masz na mnie czas
że się czasem tym czasem
ze mną podzielisz w czas
Czasem przytrafi się też
że zjawisz się na czas
i moje czasowe tęsknoty
zamienisz w nasz bezczas
Wówczas może się zdarzyć 
że całkiem dobry niedoczas
marnieje w stracony czas
- pojawiasz się w nim po niewczasie
gdy jeszcze w naszym czasie
za mało nas 



Szept niósł się ciszą

Szept niósł się ciszą
nad uśpieniem traw
wieczór nas rzeźbił z miękkich ciała natchnień
w ogrodzie doznań zsunąłeś ramiączko 
mojej koszulki
i moich pragnień 
Spojrzeniem zachłannym
- obnażyłeś całe
Czy to chłód całował moje drżące ramię
czy to twoje usta, coraz bardziej śmiałe
Czujesz?
Na skórze ciepły deszcz 
Na skórze rozkoszy dreszcz
Na skórze neurony pokus
które są moje, a które twoje...
Chcesz?
To tylko jedna z naszych cisz 
w melodii z tobą 
z muzyką w tobie 
gdy śpię i śnię
gdy śpisz i śnisz