Obserwatorzy

sobota, 31 stycznia 2026

Krowa

Niepojęte ścieżki czwartku
w konwersację znów nas wiodą
Pan się śmieje? Nie rozumiem
wszak kończymy często zgodą

Mówi Pan, że spór nieważny
- czort ironii drzemie w nas
przerzucamy lekkie kwestie
marnotrawiąc cenny czas 

Pan się jeszcze tu wywnętrza
aluzjami mamiąc mnie
że w zgodności słów i wizji
można w siebie zapaść się

Że zakochać? Pan żartuje
w niczym wszak się nie zgadzamy
te pozorne konsensusy
ustępstwami wypychamy

Póki kawa jest cierpliwa 
a w nas afekt rośnie zdrowo
może Pan mi wreszcie powie
o co chodzi z tą... No z krową! 

Krowa krowa, Pan się żachnął
to nie o nią chodzi wcale
a o mleko, które od niej
wydzieramy jak wandale.

Mleko jest istotą rzeczy
i niech krowie będzie chwała
nie opakowanie ważne
lecz zawartość jego cała

Tak jest z wszystkim, jak świat światem
tu przyznaję Panu rację
niewątpliwie to, co w środku   
burzy wszelkie spekulacje 

Krowa ważna jednakowoż
i wartości wnosi nowe
bo niesłusznie ją sądzono
o sztywności poglądowe 

A poglądy przecież zmienia
wraz z poznaniem innych krów
Krowa piękna, wnętrze słuszne
- w konwersacji mojej z Panem
najważniejsza przyjaźń słów 



 

środa, 28 stycznia 2026

krzywe serca

 


na samym początku był bezgłos
składałam jakieś słowa
a one spadały pod nogi
jeszcze się podrywały
- i opadały od nowa

a później padał deszcz
stałam mokra w złudzeniach
drżałam, nie czując chłodu
w oczach rósł żar i niepokój
- kroplami łez od niechcenia

noc cicho zapadła nad światem
mrok zsuwał się zboczem góry
schowałam się z lękiem pod kocem
księżyc zaglądał przez ciszę
- rysując milczenia kontury

rano niespiesznie spadł śnieg
spokoju sumienny zastępca
zgubiłam rękawiczkę
więc drżącą z zachwytu dłonią
kreśliłam krzywe serca 






wtorek, 27 stycznia 2026

mój chłód


jeszcze się trzyma
jeszcze się droczy
jeszcze atencji czuje głód
- przysiadłam na trawie
- zziębnięta poczekam
kiedy pod twoim ciepłym spojrzeniem
stopi się mój
zuchwały chłód


piątek, 23 stycznia 2026

wyzbierałeś zaostrzone słowa


Wyzbierałeś wszystkie zaostrzone słowa
z mojej zgubionej przestrzeni
zaokrągliłeś kanciaste
wygładziłeś chropowate
związałeś pretensjonalne
- pod twoim czujnym okiem
uszło powietrze z nadętych
a później naprawiłeś włącznik uśmiechu
i światła
między tęczówką a źrenicą

gdy błysnął pierwszy szept
powoli zacząłeś zdejmować
warstwy błyskotliwych metafor
pod którymi ukryliśmy
słowa najbardziej
- bezbronne 



poniedziałek, 19 stycznia 2026

śpij



Śpij
w łagodnych objęciach nocy
niespiesznie sobie śnij
- cień rzęs spadł na policzki
jak smuga światła spod drzwi

Śpij
mną się zupełnie nie przejmuj
ja sobie jeszcze poczytam
nie będę świecić ci w oczy
czy śpisz już - też nie zapytam
lekko uchylę okno
żeby się księżyc rozgościł
i kołdrę nam poprawię
poprzykrywamy nagości
budzik nastawię na szóstą
i nam, na życie łaskawsze
może tym razem się uda
i nie zaśpimy, jak zawsze

Śpij
ja sobie jeszcze pomarzę
że znajdziesz mnie pod poduszką
że może się tobie zdarzę
że rankiem gdy wstaniesz do pracy
a ja się spać położę
spotkamy się w sennej poświacie
i nie miniemy się
- może



niedziela, 18 stycznia 2026

pouśmiechani

 

ludzie się czasem sobie
najzwyczajniej zdarzają
na chwilę
albo na dłużej
- siebie dla siebie mają
jak można dla siebie mieć sweter
albo książkę świeżo wydaną
zapatrzoną, wydotykaną
  - a jeszcze nie wyczytaną 

chciałam przeczytać ludzi
tych, na których czekałam
zdanie po zdaniu zaczerpnąć
- odurzyć się nimi chciałam
ale nie było potrzebne
marzeń literowanie
zbędne też było właściwie
- dręczące oczekiwanie

jechałam wąską ulicą
śnieg padał, biel rosła w oczach
- a oni
w niej rozpoznani
stali jak pierwsze wydanie
- radośnie pouśmiechani



czwartek, 8 stycznia 2026

kot



Żadna to wielka sprawa
i wcale złożona historia
powszednich dni zwykły splot
sojusz niewielu zajść
i oto jest po prostu
- kot

Wydawać by się mogło
że jest to niepotrzebne
ot, taka życia psota
ktoś mówi: na co ci było
- a jednak niewątpliwie
potrzebowałam
- kota

Jeszcze się można zatrzymać
w zadumie zmarszczyć czoło
i podjąć temat kłopotu
- ale pretensje o koszty?
wyrzuty o fochy, sabotaż?
wstyd
tego nie robi się
- kotu

Dotarłam już całkiem daleko
w marnotrawieniu rozważań
- konkluzji taka istota
że rezerwuar myśli
roztrząsa się czarująco 
na ważne sprawy
- kota

Zaszła bowiem niezbędność
w pewnej potrzebie doznań
nie chciałam szczęścia potem
- chaosu też było mi mało
stawiając więc łapki zmyślnie
wszystko to przyszło
-  z kotem 

Czuję się wyróżniona
że mieszkam u swego kota
więc wiersz mu piszę w przelocie
- odmienię też przez przypadki
swe błogo mruczące istnienie
w zasadzie całkiem już
- kocie 


 

poniedziałek, 5 stycznia 2026

jesteśmy

 


jesteśmy starannym dwukropkiem
po którym można wymieniać
urocze zestawienia
i pełne finezji słowa
- będziemy je potem zazdrośnie
w oprawie przecinków chować

jesteśmy oksymoronem
mijamy się znaczeniami
dziwimy wzajemnym kontrastom
- smakuje sprzeczności kęs 
tak śmiesznie paradoksalni
zbudowaliśmy sens

jesteśmy dokumentem
z urzędowym zapisem
wyłącznej licencji na czułość
- pusta kartka nic nie wie
dopiero druk cichych intencji
dekretuje nam siebie

najbardziej jesteśmy kawą
gorącą, z kropelką mleka
nie można koncepcji rozdzielić
dodać cokolwiek - herezja
- kawa jak uniwersum
jak jasny punkt wszechświata
Poezja!



myśl

 

zatrzasnęłam o tobie
myśl
gdzieś na granicy rozsądku
zasunęłam rolety spojrzeń
i zamknęłam jej usta
a ona
wydostała się szeptem
przebiegła opuszkami
po kręgosłupie westchnień
naruszyła gładkość skóry
spadając zimnym dreszczem
na rozgrzane pragnienia
Zanim mnie skrępowała
wygięłam ciało w łuk
i doszłam
- do wniosku
że nigdy z nią nie wygram


 

sobota, 3 stycznia 2026

list

 

Piszę do Ciebie ten list
w sen otulona nad ranem
choć dawno zasnęły już słowa
wszystkie zbędne dygresje
rozochocone wątki
i listy
też listy
- niestety nienapisane
Rozpiszę się może niechętnie
jak gdyby od niechcenia
wydotykam palcami
w krągłych literkach uczuć
- tę papeterię tęsknienia
Na wstępie przekonam Cię pewnie
że u mnie wszystko w porządku
że ścieżką codzienności
drepczę po swoich śladach
- w wygodnych butach rozsądku
Ścieżka mnie czasem prowadzi
w pragnienia z mapą niezgodne
dopiszę, że w dróżki pokus
i dodam jeszcze cichutko
że buty
- są jednak niezbyt wygodne
Ale opowiem Ci zaraz
że słońce znów wschodzi nad lasem
że kubek z kotem mam nowy
że chcę przeczytać Diunę
i że się nawet uśmiecham
- naprawdę uśmiecham się czasem
A potem Cię pozdrowię
w ostatnich listu słowach
ukryję w nich wszystkie czułości
wszystkie banalne tęsknoty
nieprzemyślane sekrety
i list do szuflady
- schowam



czwartek, 1 stycznia 2026

nic się nie stało

 


 

Nic się właściwie nie stało
to tylko mała samotność
to tylko nieważna cisza
którą niesforny wiatr
lekko poderwał do góry
- bo mu igraszek mało
Nic się właściwie nie stało
to tylko kilka wierszy
niedokończone słowa
nieprzemyślane myśli
które za moment zbudzą
- pełne nieczucia ciało
Nic się właściwie nie stało
to tylko
serce
- zadrżało



Sweter

otuliłam niesforne lęki
ciepłym
za dużym swetrem
chowam w nim dłonie i piersi
i wszystkie załomki niekochań
- myślałam że na zawsze
W ciemnościach czaisz się ty
nie pytasz
rozkładasz moje zdziwienie
na drobne nieważne słowa
których za chwilę już nie ma
czytasz mnie swymi dłońmi
zdanie po zdaniu odkrywasz
ciepłe wilgoci skóry
i niecierpliwość piersi
- sweter spada do stóp
piersi unoszą się wyżej
krągłe jak dwie planety
dla których jesteś słońcem
- zgodę pieczętujesz
żarem spragnionych ust
zakładam na ciebie pętlę
ze swoich nieśmiałych ramion
w półmroku czuję tylko
oszołomienie zapachem
i bicie twojego serca

w przyspieszonych oddechach
w mrowieniu napiętej skóry
we mgle oczekiwania
rozmyła się nam codzienność
i zniknął zupełnie
- sweter