albo gdy z niedowiarą czułą
kołysząc twe kruche istnienie
spoglądałam czy zaśniesz
i całkiem nie wiedziałam
czy czapeczka potrzebna
gdy stopni dziewiętnaście
albo gdy małe nogi
poniosły cię szybciej niż myśl
i biegnąc upadłeś w trawę
mokre od łez policzki
wycieraliśmy wspólnie
bliskości miękkim rękawem
albo gdy śmiałaś się cała
od małych stóp ledwo rocznych
po pierwszą kitkę na głowie
bo kociak śmiesznie się prężył
albo robaczek dreptał
albo wiatr gonił liście w rowie
albo gdy brwi marszczyłeś
bo przecież twój pokój to portal
wiecznego rozkładu pustkowie
to otchłań z twórczym nieładem
i artyzm jest pod kontrolą
a ty chcesz pograć sobie
albo gdy nadąsana
mówiłaś że tego nie włożysz
bo to jest totalny obciach
i błyszczyk na usta kładłaś
wraz z moim przerażeniem
że mi tak szybko dorosłaś
i tak się nam ładnie zdarzyło
że zaistnieliśmy sobie
w tej genetycznej radości
Że ktoś nam geny połączył
- niespodziewany luksus
prostych wzajemnych wiązań
- i nieskończonej
podwójnej helisy miłości

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz