Obserwatorzy

czwartek, 25 czerwca 2026

cienie

 


a może się słowem pobawić
pobawić się może słowem

zanim zostawię ci siebie
taką wciąż nieskończoną
swój lęk ci najpierw opowiem 

czasem się chowam w dwukropkach
ty w wielokropki je zmieniasz
- nie musisz być tam ze mną
kiedyś po kilku przecinkach
powymieniamy marzenia

sny się już pewnie nie spełnią
zbyt późno chcieliśmy je śnić
a w oczach się swych przeglądać
zaczynaliśmy od jutra
- gubiąc wstydliwe dziś

patrz, świt się jasnością zamachnął
możemy już ciemność wyszeptać
- dzień się otwiera półgłosem
i rośnie onieśmielony
prawd nagich cały zestaw

to nie jest żadna promocja
na słowa co magią brzmią
to nie jest wyprzedaż czułości
- cień nie udaje światła
więc kiedy powiesz
że kochasz
- ja będę tylko mną



klucz

 


znalazłam samotny klucz
i jestem tym kluczem bezradna
rozsądził go już czas
nie wiem
naprawdę nie wiem czy można
otwierać nim wszystkie drzwi
ja z kluczem mam tyle wspólnego
że kluczę
w półmroku i we mgle
po swoim stepie życia
i mnie się to wszystko śni
Ludzi otwierać? niestety
to dla mnie zamknięte 
zaryglowane przestrzenie
i szyfry nie do złamania
klucz nie pasuje zupełnie
do zwykłych kłódek i zamków
przez żadną dziurkę od klucza
nie zobaczę nadziei
nie złamię żadnego kodu
aby otworzyć portal
i skrupulatnie wyzbierać
wszystkie krzyczące znaki
i klucze do rozwiązania

a do twojego serca
dostanę się inaczej
szukając kluczowych pytań
na czystej kartce nieba
- bo przecież my już suniemy
kluczem ptaków wśród chmur

znalazłam samotny klucz
i z nim się sama odnajdę
przez jedno słowo
- klucz



poniedziałek, 22 czerwca 2026

błękit i brąz


rozniebieściło się życie
i rozniosło po niebie
kłębkami puchatych chmur
W codziennej niewzruszoności
słońce chowało swój zachód
pod smugą cichych obietnic
- wszystko trwało chwileczkę
Deszcz spadł niespodzianie
tłukąc
krople nadziei
po suchych spierzchniętych zachwytach
Może nam czułość wybuchnie
jak zieleń
która zroszona
- urośnie
a zaniedbana
- uschnie

***

rozbrązowił się zapał
entuzjazm chciał się zazłocić
a pokrył się tylko patyną
w rządku szły słodkie tęsknoty
spójrz
jedna się wciąż ogląda
za siebie
szukając zgubionych iluzji
sypały się przez palce
ciepłymi marzeniami
a później
zastygły w betonie zwątpień
i zrozpaczone skruszały
sypiąc się piaskiem czasu
w klepsydrze imaginacji
- jak gwiazdy
zimne
samotne
bez własnych konstelacji



niedziela, 7 czerwca 2026

słów brzęczenie




słońce się rozogniło i chmury rozchmurzyły - w zbożach na chwilę zielonych chabry wciąż niedorosłe nieskromnie się roztańczyły samozwańczy poeci łapią słowa za słówka i wiążą jak rzodkiewki - w soczyste chrupiące znaczenia w sensu świeżutkie pęczki stokrotki chowają się w trawach pomiędzy wątpliwościami co to za słów brzęczenie? to zachwyt łagodne wibracje na skórze i moje bez przerw zamyślenie kiedy cię małe troski obsiadły jak komary piszę, że będzie lepiej i jest w tym trochę racji można się życiem pokąsać lub naprzytulać bez spacji furkoczą skrzydła spokoju lęk brodzi w wartkim cudzie patrz ulicami miasteczek chodzą sobie uśmiechy a zaraz za nimi - ludzie

sobota, 6 czerwca 2026

o nas


czasami napiszę wiersz o nas
zwyczajny
niewybujały
starannie dobieram w nim słowa
rymy wiążę w kokardkę
przyprawiam szczyptą patosu
a on jest wciąż
- taki mały
wiersz nie pomieści nas w wierszu
i nawet
pomiędzy wersami
iskrzą się oczy w półmroku
i niecierpliwią się dłonie
gdy bliskość niewyrażona
nie chce nas więzić
- słowami
Wiersz o nas jest tylko melodią
ciii…
na pewno ją teraz słyszysz
zanucę ci ładnym milczeniem
to, co w nas rośnie od dawna
w rozkosznej
rozgadanej
i roześmianej
- ciszy



poniedziałek, 1 czerwca 2026

helisa miłości


albo gdy z niedowiarą czułą
kołysząc twe kruche istnienie
spoglądałam czy zaśniesz
i całkiem nie wiedziałam
czy czapeczka potrzebna
gdy stopni dziewiętnaście

albo gdy małe nogi
poniosły cię szybciej niż myśl
i biegnąc upadłeś w trawę
mokre od łez policzki
wycieraliśmy wspólnie
bliskości miękkim rękawem 

albo gdy śmiałaś się cała
od małych stóp ledwo rocznych
po pierwszą kitkę na głowie
bo kociak śmiesznie się prężył
albo robaczek dreptał
albo wiatr gonił liście w rowie

albo gdy brwi marszczyłeś
bo przecież twój pokój to portal
wiecznego rozkładu pustkowie
to otchłań z twórczym nieładem
i artyzm jest pod kontrolą
a ty chcesz pograć sobie

albo gdy nadąsana
mówiłaś że tego nie włożysz
bo to jest totalny obciach
i błyszczyk na usta kładłaś
wraz z moim przerażeniem
że mi tak szybko dorosłaś

i tak się nam ładnie zdarzyło
że zaistnieliśmy sobie
w tej genetycznej radości
Że ktoś nam geny połączył
- niespodziewany luksus
prostych wzajemnych wiązań
- i nieskończonej
podwójnej helisy miłości