bo
czasem
to się
można
potknąć
i wtedy
się
spada
i spada
i spada
po
drodze
zdarza się
trochę
potłuc
obić
o ścianę
albo
mur
zedrzeć
naskórek
na
policzku
Ale
czasem
ktoś nagle złapie w locie, przytrzyma, obejmie ramionami, opatrzy policzek i
rozpacz, zamota koc wokół zziębniętej duszy, przyniesie herbatkę i kromkę
nadziei, spojrzeniem rozmiękczy zesztywniałe kolana i twarde zgody na żal.
Wytrzęsie kieszenie z iluzji, ciężkie są, pomogły upadać szybciej i czasem
nawet
radośnie
wyjątkowo
subtelnie
zaskakująco
niezauważalnie.
Należy je przesypać do kubła wczorajszych półprawd, półistnień i półontologii wpółodczuwania
siebie.
i wtedy wolne od kłamstw
znów zaczną się pisać wiersze
znów zaczną się rymem
toczyć
toczyć
toczyć
- iluzja zamknęła im usta
i prawdą błyszczące oczy
nie widzą jeszcze zbyt dobrze
sny śnią się pod powiekami
można je ciszą wyzbierać
a oczy najlepiej przemyć
świeżymi
rześkimi
łzami
wiersze pogodnie się kłębią
chcą zieleń całą wysłowić
chcą z niebem w błękity pograć
podroczyć się z zakochaniem
i czułość szeptem ozdobić
niech się już wierszom nie spieszy
w rządku je rym poukłada
a one z finezją zapiszą
klucz do szukania dłoni
gdy zdarzy się znów
niechcący
- spadać
spadać
- wypadać
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz