Obserwatorzy

wtorek, 21 kwietnia 2026

gdy spadam

 

bo
czasem
to się
można
potknąć
i wtedy
się
spada
i spada
i spada
po
drodze
zdarza się
trochę
potłuc
obić
o ścianę
albo
mur
zedrzeć
naskórek
na
policzku
Ale
czasem
ktoś nagle złapie w locie, przytrzyma, obejmie ramionami, opatrzy policzek i rozpacz, zamota koc wokół zziębniętej duszy, przyniesie herbatkę i kromkę nadziei, spojrzeniem rozmiękczy zesztywniałe kolana i twarde zgody na żal. Wytrzęsie kieszenie z iluzji, ciężkie są, pomogły upadać szybciej i czasem nawet
           radośnie
                           wyjątkowo
                                               subtelnie
                                                                zaskakująco
                                                                                      niezauważalnie.
Należy je przesypać do kubła wczorajszych półprawd, półistnień i półontologii wpółodczuwania siebie.
                                                                                                               
i wtedy wolne od kłamstw
znów zaczną się pisać wiersze
znów zaczną się rymem
toczyć
           toczyć
                       toczyć
- iluzja zamknęła im usta
i prawdą błyszczące oczy

nie widzą jeszcze zbyt dobrze
sny śnią się pod powiekami
można je ciszą wyzbierać
a oczy najlepiej przemyć
świeżymi
rześkimi
łzami

wiersze pogodnie się kłębią
chcą zieleń całą wysłowić
chcą z niebem w błękity pograć
podroczyć się z zakochaniem
i czułość szeptem ozdobić

niech się już wierszom nie spieszy
w rządku je rym poukłada
a one z finezją zapiszą
klucz do szukania dłoni
gdy zdarzy się znów
niechcący

                 - spadać
spadać
                 - wypadać


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz