Obserwatorzy

niedziela, 30 listopada 2025

krzyk


Krzyk to czy uśmiech
wykwitł na ustach
Zamarł i zastygł
- próbuję go zmazać
bo twarz całkiem pusta

lepsza jest ludziom do pokazania
twarz pełna znaczeń
piecze od spojrzeń
i od życzliwych ciężkich
założeń

Mój uśmiech jest grzeczny
cicho go noszę
a gdy na policzkach
zapinam na dłużej
- o tymczasowość skrzywienia ust
proszę

Krzyk
z nim nieco gorzej
chce być sztandarem
banerem istnienia
i w nim się nurzam
i nim w końcu jestem
- krzyk jest zaczątkiem mojego pragnienia

Bardzo bym chciała
- nie pragnąc wiele
schować krzyk w siebie
i milczeć
śmielej



sobota, 29 listopada 2025

miłość

 


Miłość nie mówi
kocham
wielkimi literami
ani zdaniem złożonym
podrzędnie
Zadaje proste pytania
jak ci minął dzień
czy nosisz rękawiczki
i czy ból głowy minął
a czasem
- milczy
bo jej brakuje
słów



piątek, 28 listopada 2025

poemat liryczny EKOnieLOGICZNY

 


Wczoraj chodziły słuchy
- a miały skubane nie chodzić
że będą nam kazali
gorące uczucia chłodzić

że koniec z marnotrawieniem
cennej, serdecznej energii
że teraz tryb oszczędzania
jest elementem strategii 

nie wolno już rozniecać
stęsknionych drewien miłości
nie wolno dotyku iskrami
rozpalać do czerwoności

Od teraz temperatura
uczuć i wszelkich błogości
ma się ekologicznie
trzymać podanych wartości
 
Nie prowokować rozpaleń
Głęboko nie patrzeć w oczy
Nie myśleć o pocałunkach
Daleko od siebie kroczyć

Nie trzymać się za ręce
Nie brać wspólnych kąpieli
No i, co oczywiste
W skłębionej nie szaleć pościeli

Koniec z wszelkimi żądzami
wszyscy na wskroś zakochani
Od teraz w swej wyobraźni
grzać macie się…
wspomnieniami!

Zauroczonym jednakże
tryb oszczędzania nie leży
wolą, obchodząc prawo
rozgrzać się, jak należy

W mig się ekologicznie
do zmian dostosowali
plan wielkich miłosnych rozgrzań
w zmysłowym proteście podali

 Pocałunki od dzisiaj
-  te wyjątkowo fachowe
wspomagać będą rzetelnie
wszystkie fermy wiatrowe

Mechanizm pompy ciepła
ruszy w dotyku obłędzie
zaś fotowoltaika
ze słońcem w spojrzeniach będzie

A jeśli incydent nastąpi
i miłość się zdarzy swobodnie
To w zupełności wystarczą
doraźne zimne ognie

Tak oto żar namiętności
rozpala się imponująco
Zaś żeby nam ciepło było
- kochać się trzeba…
gorąco!

 


czwartek, 27 listopada 2025

przemijalność

 


Sypie się dzień
ziarenkami zdarzeń
toczy się niespiesznie
minutami
sklejając się w kule godzin
które spadną
z urwiska wieczoru
w miękką otchłań nocy
i tylko księżyc
niemy świadek dramatu
tkwił będzie na granacie nieba
- zadekretuje
przemijalność
Rankiem otrzymamy
zupełnie nowy zestaw
ziarenek
- i szans



środa, 26 listopada 2025

oczy

 


Przyglądam Ci się z zachwytem
z bliskiej odległości
oddechu
Poduszki znieruchomiały
W Twych oczach troska
- kochanie?

Szepczę
że chcę się Tobą napatrzeć
Chcę nagromadzić napatrzeń
do syta
i jeszcze na zapas
- na później

 Dotykam sacrum czułości

Mieliśmy potem iść dalej
zapatrzeni
i zaOpatrzeni w siebie
ale zamknąłeś
oczy




wtorek, 25 listopada 2025

dlaczego


 

Co powiedziałeś?
Rozumiem.
Nie jesteś dziś romantyczny
Czasem życie się zatnie
jak zamek błyskawiczny
Mówiłeś wcześniej, że kochasz
że serce komuś oddałeś
Pomyłka?
Szkoda
bo kredyt szalonej ufności
pamiętam, na ślepo, brałeś
Ja też poniosłam stratę
- serca puściłam w świat same
Błąd
bo wróciły
całe poobijane
Dwa dobre serca zniszczyłam
kiedy nadzieję w nich miałam
To z chorowitej duszy
i drugie, od przytuleń
- wydarte z tęsknego ciała
Pomilczmy teraz razem
choć nic nie wyniknie z tego
życie nam nie da rozwiązań
- nie lubi odpowiedzi
tak samo jak pytań
- dlaczego


wiersz o miłości

 


W zasadzie nie jest łatwo
napisać wiersz o miłości
Trzeba się najpierw wstrząsnąć
porządnie, do szpiku kości
Miłość jest tworem okropnym
z człowieka czyni wariata
ślepca, głupca, szaleńca
rozsądku srogiego kata
Wiersz o miłości jest krótki
bo wstrząs bywa chwilowy
nie mija czasem pięć minut
i afekt wychodzi z głowy
Czasami siedzi w niej dłużej
- nieszczęśnik zaczarowany
i plecie dla serca drugiego
czerwone, vipowskie dywany
na których się chwilę potem
przechadzają złudzenia
dumne, że znów się udało
prawdę w iluzję zmieniać
Tak, jest poważną chorobą
ten stan jak sznur poplątany 

- dlaczego więc ciągle piszę
ten wiersz, zdaje się… zakochany?



poniedziałek, 24 listopada 2025

bransoletka

 


Spadła łza, jedna, druga...
- jaka ta przestrzeń dziś pusta...
W ciemności zniknęły gdzieś wiersze
Muzyce knebluje się usta
Zmęczone, szare marzenia
zasnęły na peronie
- nie wsiądą do pociągu
- nikt nie przyjedzie po nie
Rozpadły się złudzenia
Toczyły się żalu ciurkiem
Wyryłam rozczarowanie
- z miłością
na bransoletce z piórkiem



niedziela, 23 listopada 2025

Myszce i innym

 


Jak Ci tam jest, Myszurko?
Od dawna już Cię nie czuję
Czasami guziczki Twych oczu
w nadmorskich bursztynach widuję

Twój kocyk zwiesił ramiona
i zwisł z fotela bezradnie
- mówi, że albo wrócisz
albo on się na nitki rozpadnie

Jadasz tam przyzwoicie?
Co lubisz – w niebo krzyczałam
Wysypiasz się wygodnie?
Fotel, jak w domu, wybrałam

Nie ma Cię już tak długo
choć wcale nie zapominam
Głaszczę Twój łepek codziennie
na łapkach swój dotyk przypinam 

Byś czułość, jak rękawiczki
nosiła przy sobie codziennie
Bo przecież wcześniej tak drżałaś
gdy Cię zabrano ode mnie 

Gdy się zamknęła za Tobą
naszej historii brama
Gdy, choć nie chciałaś - musiałaś
pójść dalej całkiem już sama.


 ***************


Rozlewa się we mnie wszechświatem
bezmiar wilgotnych spojrzeń
Ufność w nich otumania
i rozsypuje gwiazdy
znacząc trakt bezpieczeństwa
Całe fascynujące
konstelacje zawierzeń
A potem czuję na skórze
misterną namacalność
dosłowną miękkość istnienia
nagłe ciepło czułości
niewzruszoność istności
aksamit dogłębnych wrażeń

 absolut zauroczeń

 - dotykam, chłonę i czuję
zaszczyt wielu współistnień
- wspólnych nawzajemności
- przy sobie przytulności

Oszałamia mnie oczywistość  
w doskonałości istnienia
i niepodważalna tkliwość
której nie trzeba wyrażać
 
- tyle zachwytów
a to zaledwie okruszek
jeden kawałek miłości
- maluczkiej, zwierzęcej Osoby



czwartek, 20 listopada 2025

małgorzata to ja

 


Pan znalazł się tutaj przypadkiem
Pan mi się zdarzył niechcący
Pan się zatrzymał w biegu
- choć był w swym życiu mknący

Pan do mnie się teraz przymila
w mych oczach dostrzega świetliki
A ja Panu mówię uczciwie
- bardziej to czorta chochliki

Pan mnie się nie podoba
w swoim grzecznym obłędzie
- zakładam Pana jak sweter
a Pan mnie uwiera wszędzie

I Pan się wielce dziwi
że mając atencji na pęczki
Nie wzbudził mego zachwytu
- nie padam przed Panem na klęczki

Pan dobrze wie, dlaczego
nie będzie nic między nami
- Pan serce ma jak skała
i pustkę pod włosami

W życiu być trzeba rozsądnym
- to są poglądy Pana
a szczęście - to pieniądze
a miłość – transakcja wiązana

Pan mnie próbuje zajadać
i w swoim ego – mną mlaszcze
Pan się mądrością swą szczyci
Pan ją jak kota głaszcze

A ja już Pana odstawiam
na półkę między książkami
Bo choć próbuję kęs ugryźć
- Pan zgrzyta mi między zębami

Ja nie chcę być Pana rozsądkiem
nie musi mnie Pan układać
Ja życiem chcę w końcu się upić
i z życiem w szaleństwo chcę wpadać

Ja z życiem zawieram umowę
Wpisując swój plan w formularze
że do mych testów się zgłoszą
Poeci! Muzycy! Pisarze!

Nie szkodzi, że jest ich mało
że może samotną się stanę
świcie Wolanda przeczytam
- swe wiersze nienapisane.




wtorek, 18 listopada 2025

cisza


Zobacz, cisza składa skrzydła
przycupnęła tuż za nami
Czujesz? Lekki powiew wiatru
jeszcze sączy się pod drzwiami 

Ciszy ptak szybował długo
na samotnym pustym niebie
- ktoś mi wcześniej zamknął oczy
- ktoś mi z objęć zabrał Ciebie

Przez otwarte okno duszy
wpływa strumień wolnych nutek
W tej muzyce, w Twoich oczach
- zabarykaduję smutek



niedziela, 16 listopada 2025

nie dosięgam

 


mówiliśmy zupełnie nic
kiedy sypały się słowa
urywane w pół -
wolno spadały spojrzenia
i rozbijały się o bruk
niedopatrzeń
w Twoich oczach
żar
chciałabym w nim spłonąć
ale mi nie pozwalasz
- nie mogę dotknąć płomienia
układasz dla mnie horyzont
bezpiecznej odległości
tam
zmalałam
nie dosięgam do rozmów
pełnych subtelnych znaczeń
nie staję na wysokości kochania
choć wspinam się na palce
i tak bym przecież chciała


- w kolejce po miłość
jestem ostatnia

 

sobota, 15 listopada 2025

peron

 


peron się kuli
z zimna
wiatr goni liście
tęsknoty
Twoja dłoń
jak wszechświat
obejmuje planetę mojej
schowałam ją w cieple
Twych nieprawdziwych słońc
chłodne pocałunki
spadają na usta
na których zastygły pytania
- zastygły i umarły
Wyryte w metalu serduszko
nie zatrzyma Cię dla mnie
słabiutkie jest i zniknie w tłumie
innych koślawych serc
które chowasz przede mną
pomagasz mi z walizką
nadziei
- zaraz uleci przez okno
niewykorzystanych szans
jeszcze tylko z kieszeni wysypię kilka wspomnień
pan z okruszkami w słuchawkach
i galaretki meduz
i pani Małgorzata
i ciepło Twojego policzka
i życie za życie w oczach romskiej dziewczyny
a potem
zdążymy odjechać
pociągiem wielkiej miłości
- niepożegnani
i niekochani

 

piątek, 14 listopada 2025

zapytaj


Zapytaj mnie o myśli
powiem - nie rozumiem
Zapytaj mnie o miłość
- nie znam i nie umiem
Zapytaj o marzenia
- nie mam odwagi śnić
Zapytaj o miejsce szczęścia
- nie potrafię tam być
Zapytaj mnie o Ciebie
- najtrudniejsze pytanie
Zapiszę je w Twoich oczach
Bez odpowiedzi
- zostanie



ślad

 


W sennym nocnym rozedrganiu
w ciszy niepoukładanych myśli
w cieple oczu rozmarzonych
w tym, co chciałam sobie wyśnić

- odnalazłam ślad

niewielki

taki całkiem niepozorny
taki od zapatrzeń wolny
taki prawie ślad frywolny
do istnienia już niezdolny
Błyszczał w księżycowym blasku
jak zgubiona obietnica
jak rozczarowania kamień
jak zdradzona tajemnica

Chciał już niknąć, chciał być niczym
- czymś, co się nie wydarzyło
Chciał przekonać mnie usilnie
że go wcale tu nie było

Delikatnie go zebrałam
do ostatniej kropli westchnień
opatrzyłam wspomnieniami
rozesłałam miękką przestrzeń

I zamknęłam go nad ranem
pod żaluzją sennych powiek
- ugłaskałam nadziejami
- utuliłam pragnieniami

a on zniknął

ślad to był?

czy śladu
- człowiek?


 

czwartek, 13 listopada 2025

smutek

 


w twym bezsłowiu mnie kochasz
gdy słyszę ciszę od ciebie
zapewniasz i zatrzymujesz
pięknem słów w pół słowa
i pytasz pisząc czy tak
a ja już przecież nie piszę
tylko zupełnie poszłam
gdy wrócę dalej będziemy
roztapiać swoje liczne
świeże dzień dobre i senne dobranoce
pomiędzy którymi rozkosznie
jak kot się będzie przeciągał
czas zmarnowany
na razem sączoną kawę
Pamiętasz?
następną pijemy razem
złapaną w sieć krótką chwilą
której tak szybko nie ma. 

Między nami nie mówiąc


***


Zobacz, cisza składa skrzydła
przycupnęła tuż za nami
Czujesz? Lekki powiew wiatru
jeszcze sączy się pod drzwiami

Ciszy ptak szybował długo
na samotnym, pustym niebie
Ktoś mi wcześniej zamknął oczy
Ktoś mi z objęć zabrał Ciebie 

Przez otwarte okno duszy
wpływa strumień wolnych nutek
W tej muzyce, w Twoich oczach
zabarykaduję smutek


***


Przytul mnie
od podeszwy stóp
aż do koniuszka najdłuższego
włosa na głowie
poprzez wszystkie
pośrednie i poboczne
ścieżki na ciele
nie zapominając o żadnym
najmniejszym nawet
neuronie
receptorze sensorycznym
i metafizycznym
też
o lęku nie zapomnij
i o załomkach
- niekochań



wtorek, 11 listopada 2025

Polsko


Tak pięknie istniejesz

Zachwycasz niebieskimi źrenicami
jezior
wzburzoną grzywką fal
wokół złotego czoła
kształtnymi ramionami równin
wypukłościami wzgórz
które zmysłowo wabią
obrysem w koronkach chmur
Rozczulasz
plątaniną tętniących rzek
i spokojnych strumyczków
szemrzących tuż pod powierzchnią
aksamitnego naskórka zieleni
Pachniesz sosnowym igliwiem
i dymem jesiennych pól
i pierwszym wiosennym pąkiem
fioletowego bzu
Bywasz czasem zmęczona
zasnuwasz się wtedy wdzięcznie
mglistą woalką szczytów
i tańczysz w ciepłym deszczu
zakochanego w Tobie
rozpalonego lipca
Zasypiasz później
szczęśliwa
w objęciach jasnego stycznia
który składa ukradkiem
na Twoich rumianych policzkach
misterne pocałunki
utkane z płatków śniegu 

Blizny ukrywasz pod płaszczem
granatowego nieba
przypinasz broszki gwiazd
by nikt nie zauważył

- i tylko czasem
słychać Twój cichy płacz
w perlistych etiudach lata
które swawolny wiatr
wygrywa po mistrzowsku
na kłosach dojrzałych zbóż

 
jesteś
tak pięknie
a ja jestem pięknie w Tobie
- zostań
Polsko


piątek, 7 listopada 2025

nie moja



Mam problem wychowawczy
z niepokorną pamięcią
przechodzi chyba bunt
późnego dojrzewania
trudna jest pedagogicznie
krnąbrna i nieposłuszna
i ciągle mnie oszukuje
Tkwi naburmuszona
w odległym zakątku umysłu
i złośliwie wydziera
kartki z notesu zdarzeń
Naniosła tam poprawki
i nic już nie jest prawdziwe
nic takie jak było
nic oczywiste
nic wiarygodne
rozrzucone skrawki papieru
- pomieszały się wszystkie

Siedzę zdumiona
przeglądam
i cicho się użalam
nad nieswoją historią


wtorek, 4 listopada 2025

proszę, płacz...

 


Proszę, płacz…
Można się przecież rozsypać
na chwilę
Zamknąć się w nieistnieniu
Zabarykadować ciszą
która okrąża duszę
tykającymi krokami zegara

Nie wszystko trzeba rozumieć
Nie wszystko próbować wyjaśniać
Nie wszystko wypada kończyć
Czasem trzeba pozwolić
zwykłym rzeczom się rozpaść
pozmiatać drobne okruszki i zrobić miejsce na nowe
- ciasteczka, plany, miłości
Czasem życie się tłucze
jak stary, pęknięty kubek
Żal?
Żal…
ale spróbuj, bez lęku
jak kawa smakuje w innym
- nie wiesz, czy nie polubisz
i czy ci nie będzie ładniej
z nową filiżanką szans

I możesz robić nic
albo tylko troszeczkę
a nawet całkiem wszystko

Teraz się możesz rozpłakać 
Przytulę twoje łzy
wyzbieram je z twoich rzęs
i schowamy je razem
na jakieś potrzebne później

Patrzyłam już jak się śmiejesz
jak złościsz się i zachwycasz
- a nie widziałam jak płaczesz
choć czuję że oczy ci więdną
i ktoś ci pogasił w nich światła



niedziela, 2 listopada 2025

Annie


Powiem Aniołom że czekasz
że jesteś niecierpliwa
że ułożyłaś już dawno
wszystkie swoje wspomnienia
w walizce ważnych spraw
Że zawiązałaś w tobołek
stare, zbutwiałe trudności
- nie chciałaś ich wyrzucać
są częścią Ciebie jak łzy
jak mała brodawka na dłoni
jak krzywy kącik uśmiechu

Powiem Aniołom że czekasz
niech się trochę pospieszą
niech w końcu tłumnie wyruszą
niech skrzykną cały zastęp

Nie mogą oczekiwać
że sama w końcu wyruszysz

Jakby to było 
i przecież nie wypada
by trud niebiańskiej podróży
podjął najczulszy z nich

By Anioł sam poszedł do nieba
Gdy niebo jest całe w nim  


sobota, 1 listopada 2025

Tacie


Śpij
tak spokojnie
śnij
a ja Ci będę nucić
dni szczęśliwe
i swoją pamięcią Cię utulę
też
Nasze łzy ukryte
i ta miłość trudna
- wiecznie żywe

(2001)


sen

 


A jeśli to tylko sen?

Porannej kawy łyk
panoszy się na języku
przyjemność rozlewa się ciepłem
po zakamarkach duszy
odwiedza zgrzybiałe pytania
które jak miłe staruszki
siedzą po kątach jaźni
i dziergają na drutach
sweterki mięciutkie spokojem
szorstkie skarpety niechceń
czapeczki na spojrzeń chłód
Bo może jednak ogródek?
Lub małowierszy pisanie?
Lub rejs wokoło świata?
Albo wyprawa na strych
po stare schematy istnienia?

A może to jest miłość?

A może jednak nie?

Może ta przyjaźń co boli
wżera się w tkanki ufności?
Może dać szansę lub nie?
Może kupić spadochron
na własne codzienne spadania
z aeroplanu dokonań?                  

Bo może to jednak miłość?

A jeśli to tylko sen?

Słońce na wejściu w dzień
domaga się atencji
marzenia i zdarzenia
płyną strumieniem przypadków
otwartym przejściem granicznym


Który mam dośnić sen?